sobota, 5 września 2015
Info
Dzisiaj nie pojawi się rozdział, dopiero na następny tydzień gdyż mój brat ma osiemnaste urodziny i organizuje przyjęcie, a ja na nie jadę. Nie będe miała czasu pisać rozdziału, więc przepraszam.
sobota, 29 sierpnia 2015
Rozdział 76
- Tak. Dzwoniłem do nich, bo chciałem zapytać się czy nie mieliby czegoś
przeciwko gdybym was odwiedził. Powiedzieli że nie ma ich w domu i mogę
do ciebie wpaść jak chce bo siedzisz sama. Więc jestem. - zawiesił
kurtkę na wieszak i podążył do salonu. Westchnęłam i szybko podeszłam do chłopaka. Zastawiłam mu drogę. Ten spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Co ty robisz? Daj mi przejść.
- Nick, ale ty nie rozumiesz... Ja mam gościa. - powiedziałam.
- To dobrze się składa, chętnie poznam tego twojego gościa. - powiedział z uśmiechem
- Ale..
- Nie ma żadnego ale, a teraz przepraszam. - powiedział i przepchnął się przede mnie. Jęknęłam sfrustrowana i poszłam do salonu. Stanęłam obok Nicka i spojrzałam na zdezorientowaną brunetkę.
- Nick, to jest Lily, Lily to jest Nick. - powiedziałam. Chłopak cały czas miał zawieszone wzrok na dziewczynie, a ta na nim. Coś czuje, że z tego coś będzie. W salonie panowała niezręczna cisza Odchrząknęłam a oczy bruneta i brunetki zwróciły się w moją stronę. Chłopak podszedł do Lily i podał jej swoją dłoń. Ta spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem i powoli podała Nickowi rękę. Usiadłam na swoim miejscu i spojrzałam na Nicka. Wyglądał na lekko zakłopotanego.
- Nick, dlaczego stoisz? Usiądź. - powiedziałam na co chłopak kiwnął głową i usiadł obok mnie. Złapałam za swoją kanapkę i zjadłam ją. Również zrobiłam to z drugą. Odłożyłam talerzyk do kuchni i zaczęłam sączyć herbatę.
- Nick, chcesz coś do picia? - zapytałam.
- Nie, dziękuję. - położył jakąś siatkę obok swoich nóg.
- Co tam masz? - zapytałam.
- Tak właściwie to myślałem że posiedzimy sobie i pooglądamy nasze albumy, ze starymi zdjęciami. - powiedział lekko... zawstydzony?
- Aww, to super pomysł! Lily będziesz oglądać z nami? - zapytałam.
- Nie wiem, właściwie to chyba powinnam się już zbierać.. - powiedziała i wstała z miejsca.
- Co? Nie! Siadaj i oglądaj z nami, prosze. - powiedziałam na co ta spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem. Chwilę się zawahała ale ostatecznie usiadła obok mnie.Nick podał mi jeden z albumów. Położyłam go na swoich kolanach i zaczęłam przekładać zdjęcia. Nie obyło się bez śmiechu, bo zdjęcia były na prawdę śmieszne. Zauważyłam, że Nick i Lily przypadli sobie do gustu. Po godzinie, lub nawet więcej Lily oznajmiła, że musi już iść do domu. Razem z brunetem pożegnaliśmy się z nią i wróciliśmy do przeglądania albumów. Wieczorem wrócili chłopacy i pytali, co robiłam dzisiejszego dnia. Opowiedziałam im wszystko i rozpakowałam zakupy które przynieśli.
Nick pochował albumy, poprosiłam go o to szybciej. Pokazałabym chłopakom albumy, ale zaczęli by się zemnie śmiać, więc podziękuję. Brunet pomógł mi z zakupami a potem zabrałam się za kolację.Gdy ją skończyłam, zawołałam resztę i zjedliśmy.
- Dziękuję za kolację, ale już czas na mnie. - powiedział Nick wstając od stołu.
- Co? nawet nie żartuj, jest 21:50. Chyba nie myślisz że puszcze cię tak późno do domu? - powiedziałam również wstając od stołu.
- Sandra, jestem już dużym chłopcem i dam sobie rade. Nie martw się. - powiedział odnosząc talerz. Stanął przede mną i pogłaskał mnie po głowie. Podążył do holu, gdzie wciągnął kurtkę na ramiona i buty na nogi.
- Wiesz, że możesz zostać prawda? Pościele ci łóżko, dla mnie to nie problem. - powiedziałam patrząc na Nicka.
- Dla ciebie nie, ale dla Harry'ego pewnie tak. - powiedział.
- Słucham? Dla Harry'ego? Czemu tak sądzisz?
- On mnie nie lubi, widać to.
- Skąd wiesz? - zapytałam.
- Gdy trafiłaś do szpitala, cały czas przy tobie siedziałem. Nie raz widziałem jego pełne złości spojrzenie, kiedy z tobą rozmawiałem bądź gdzieś chodziłem. - powiedział a mnie zatkało. Czyżby Harry był zazdrosny? Musze z nim porozmawiać.
- Na serio? Wow, nie zauważyłam tego. A może ci się wydawało?
- Nie sądzę. On mnie zabijał wzrokiem rozumiesz? To znaczy że Harry ewidentnie mnie nie lubi. - powiedział stając przed drzwiami.
- Nick, zostań proszę. Będe się martwić, o tej godzinie nie jest bezpiecznie w Londynie, uwierz mi. - powiedziałam łapiąc go za ramię. Ten odwrócił się w moja stronę.
- Sandra, ile razy jeszcze ci będe mówić, że dam sobie radę?
- Rozumiem, ale jeśli napadnie na ciebie kilku mięśniaków? Pobiją cię lub zrobią coś gorszego? - zapytałam smutniejąc. Brunet to zauważył, bo położył swoją rękę na moim policzku, po czym zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
- Co ty robisz? Daj mi przejść.
- Nick, ale ty nie rozumiesz... Ja mam gościa. - powiedziałam.
- To dobrze się składa, chętnie poznam tego twojego gościa. - powiedział z uśmiechem
- Ale..
- Nie ma żadnego ale, a teraz przepraszam. - powiedział i przepchnął się przede mnie. Jęknęłam sfrustrowana i poszłam do salonu. Stanęłam obok Nicka i spojrzałam na zdezorientowaną brunetkę.
- Nick, to jest Lily, Lily to jest Nick. - powiedziałam. Chłopak cały czas miał zawieszone wzrok na dziewczynie, a ta na nim. Coś czuje, że z tego coś będzie. W salonie panowała niezręczna cisza Odchrząknęłam a oczy bruneta i brunetki zwróciły się w moją stronę. Chłopak podszedł do Lily i podał jej swoją dłoń. Ta spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem i powoli podała Nickowi rękę. Usiadłam na swoim miejscu i spojrzałam na Nicka. Wyglądał na lekko zakłopotanego.
- Nick, dlaczego stoisz? Usiądź. - powiedziałam na co chłopak kiwnął głową i usiadł obok mnie. Złapałam za swoją kanapkę i zjadłam ją. Również zrobiłam to z drugą. Odłożyłam talerzyk do kuchni i zaczęłam sączyć herbatę.
- Nick, chcesz coś do picia? - zapytałam.
- Nie, dziękuję. - położył jakąś siatkę obok swoich nóg.
- Co tam masz? - zapytałam.
- Tak właściwie to myślałem że posiedzimy sobie i pooglądamy nasze albumy, ze starymi zdjęciami. - powiedział lekko... zawstydzony?
- Aww, to super pomysł! Lily będziesz oglądać z nami? - zapytałam.
- Nie wiem, właściwie to chyba powinnam się już zbierać.. - powiedziała i wstała z miejsca.
- Co? Nie! Siadaj i oglądaj z nami, prosze. - powiedziałam na co ta spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem. Chwilę się zawahała ale ostatecznie usiadła obok mnie.Nick podał mi jeden z albumów. Położyłam go na swoich kolanach i zaczęłam przekładać zdjęcia. Nie obyło się bez śmiechu, bo zdjęcia były na prawdę śmieszne. Zauważyłam, że Nick i Lily przypadli sobie do gustu. Po godzinie, lub nawet więcej Lily oznajmiła, że musi już iść do domu. Razem z brunetem pożegnaliśmy się z nią i wróciliśmy do przeglądania albumów. Wieczorem wrócili chłopacy i pytali, co robiłam dzisiejszego dnia. Opowiedziałam im wszystko i rozpakowałam zakupy które przynieśli.
Nick pochował albumy, poprosiłam go o to szybciej. Pokazałabym chłopakom albumy, ale zaczęli by się zemnie śmiać, więc podziękuję. Brunet pomógł mi z zakupami a potem zabrałam się za kolację.Gdy ją skończyłam, zawołałam resztę i zjedliśmy.
- Dziękuję za kolację, ale już czas na mnie. - powiedział Nick wstając od stołu.
- Co? nawet nie żartuj, jest 21:50. Chyba nie myślisz że puszcze cię tak późno do domu? - powiedziałam również wstając od stołu.
- Sandra, jestem już dużym chłopcem i dam sobie rade. Nie martw się. - powiedział odnosząc talerz. Stanął przede mną i pogłaskał mnie po głowie. Podążył do holu, gdzie wciągnął kurtkę na ramiona i buty na nogi.
- Wiesz, że możesz zostać prawda? Pościele ci łóżko, dla mnie to nie problem. - powiedziałam patrząc na Nicka.
- Dla ciebie nie, ale dla Harry'ego pewnie tak. - powiedział.
- Słucham? Dla Harry'ego? Czemu tak sądzisz?
- On mnie nie lubi, widać to.
- Skąd wiesz? - zapytałam.
- Gdy trafiłaś do szpitala, cały czas przy tobie siedziałem. Nie raz widziałem jego pełne złości spojrzenie, kiedy z tobą rozmawiałem bądź gdzieś chodziłem. - powiedział a mnie zatkało. Czyżby Harry był zazdrosny? Musze z nim porozmawiać.
- Na serio? Wow, nie zauważyłam tego. A może ci się wydawało?
- Nie sądzę. On mnie zabijał wzrokiem rozumiesz? To znaczy że Harry ewidentnie mnie nie lubi. - powiedział stając przed drzwiami.
- Nick, zostań proszę. Będe się martwić, o tej godzinie nie jest bezpiecznie w Londynie, uwierz mi. - powiedziałam łapiąc go za ramię. Ten odwrócił się w moja stronę.
- Sandra, ile razy jeszcze ci będe mówić, że dam sobie radę?
- Rozumiem, ale jeśli napadnie na ciebie kilku mięśniaków? Pobiją cię lub zrobią coś gorszego? - zapytałam smutniejąc. Brunet to zauważył, bo położył swoją rękę na moim policzku, po czym zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
sobota, 22 sierpnia 2015
Rozdział 75
Gdy to zrobił, nałożyłam koszulkę oraz bieliznę. Zawołałam chłopaka który w ciągu kilku sekund znalazł się obok mnie. Harry prześledził wzrokiem po mojej sylwetce od góry do dołu i objął mnie w talii przyciągając do siebie. Przybliżył swoje usta do moich i zaczął mnie całować. Oddałam pocałunek kładąc ręce na ramionach chłopaka. Hazz niespodziewanie oderwał się ode mnie i wziął mnie na ręce. Pokierował się do łóżka, gdzie położył mnie na nim i okrył pierzyną. Oddalił się trochę ode mnie i z głupawym uśmiechem zaczął rozbierać koszulkę. Cały czas bacznie obserwowałam jego ruchy. Gdy został w samych bokserkach obszedł łóżko i położył się obok mnie. Objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. Położyłam głowę na lewej piersi i wsłuchiwałam się w bicie jego serca.
- Idź spać kochanie, jest późno. - powiedział loczek.
- Mam wrażenie że czegoś zapomniałam... No tak, leki! Zapomniałam o nich! - wstałam gwałtownie. Gdy już miałam wychodzić Harry wyprzedził mnie i podbiegł do torby. Zaczął w niej szperać aż w końcu wyciągnął małą reklamówkę z lekami.Podszedł z nią do mnie i podał ją. Zaczęłam wyciągać opakowania i wyciągałam każdą tabletkę. Harry w tym czasie poszedł po wodę do popicia. Gdy wrócił, połknęłam tabletki i popiłam je wodą. Odstawiłam wszystko na stolik i położyłam się. Położyłam się na boku i zamknęłam oczy. Usłyszałam jak Hazz zgasza światło i wchodzi pod kołdrę. Poczułam jak chwyta mnie w talii i kładzie głowę między zagłębieniem mojej szyi. Wtulił się we mnie, czułam jego oddech na mojej skórze. Zasnęłam z ukochaną osobą przy sobie...
- Idź spać kochanie, jest późno. - powiedział loczek.
- Mam wrażenie że czegoś zapomniałam... No tak, leki! Zapomniałam o nich! - wstałam gwałtownie. Gdy już miałam wychodzić Harry wyprzedził mnie i podbiegł do torby. Zaczął w niej szperać aż w końcu wyciągnął małą reklamówkę z lekami.Podszedł z nią do mnie i podał ją. Zaczęłam wyciągać opakowania i wyciągałam każdą tabletkę. Harry w tym czasie poszedł po wodę do popicia. Gdy wrócił, połknęłam tabletki i popiłam je wodą. Odstawiłam wszystko na stolik i położyłam się. Położyłam się na boku i zamknęłam oczy. Usłyszałam jak Hazz zgasza światło i wchodzi pod kołdrę. Poczułam jak chwyta mnie w talii i kładzie głowę między zagłębieniem mojej szyi. Wtulił się we mnie, czułam jego oddech na mojej skórze. Zasnęłam z ukochaną osobą przy sobie...
*Dwa tygodnie później*
Tydzień temu byłam na kontroli u lekarza, który zbadał mnie i dokładnie obejrzał moją nogę. Powiedział że wszystko goi się prawidłowo i nie muszę już nosić niczego usztywniającego. Zdjął mi to cholerstwo z nogi i kazał mi uważać. Dostałam zakaz wykonywania wszelkich rzeczy które mogłyby uszkodzić mi nogę, czyli taniec odpada. Dostałam zwolnienie od lekarza na miesiąc. I także nie mam nigdzie wychodzić, czyli modeling też odpada. Jak to ujął, mam wypoczywać i się kurować aby noga dobrze się zagoiła. A nie latać po wybiegach mody. Już mogę normalnie chodzić, czasami tylko czuję ból, ale nie tak silny jak z początku. Biegać oczywiście też nie mogę, więc chodzę po domu jak żółw. Ale jest jeden plus, nikt nie musi mnie nosić. Teraz siedzę na kanapie w salonie i czekam aż odwiedzi mnie Lily. Parę dni wcześnie dzwoniła do mnie i wypytywała o wszystko. Zaproponowałam jej spotkanie, na co błyskawicznie się zgodziła. Musimy spotkać się u mnie w domu, nie mam zamiaru nigdzie wychodzić. Podałam brunetce adres i powiedziała że na pewno mnie odwiedzi. Więc siedzę sama i czekam. Na dworzu już zaczął prószyć śnieg i to dość mocno.
Chłopaki pojechali do studia, prawdopodobnie zatwierdzić album. Ostatnie poprawki i będzie gotów. Poinformowali mnie, że nie mam na nich czekać bo pewnie wrócą późno, do tego zrobią zakupy. Więc zostałam sama. Wpatrywałam się w kominek, siedząc na kanapie z kocem na nogach. Gdy przełączyłam na MTV, leciała fajna piosenka. Podgłośniłam telewizor i wstałam z kanapy. Odrzuciłam koc na bok i poszłam do kuchni.
Zgłodniałam, więc zrobiłam sobie kanapki z serem i ketchupem. Wróciłam do salonu podśpiewując sobie piosenkę, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Postawiłam talerz z jedzeniem na stoliku i podeszłam do drzwi wejściowych. Pociągnęłam za nie a te się otworzyły. Moim oczom ukazała się średniego wzrostu brunetka. Z uśmiechem podeszła do mnie i przytuliła. Odwzajemniłam pieszczotę, a gdy skończyłyśmy zamknęłam drzwi. Lily zdjęła kurtkę razem z butami oraz czapką. Szalik zostawiła na szyi. Brunetka weszła razem zemną do salonu, po którym zaczęła się rozglądać.Usiadłam na swoje miejsce i spojrzałam na brunetkę.
- Rozgość się. - powiedziałam na co podążyła do kanapy i również usiadła. Spojrzała na talerzyk przede mną.
- Chyba ci przeszkodziłam.. Możesz zjeść, nie krępuj się. - powiedziała zachęcając mnie.
- A może ty chcesz coś do picia? Na dworze jest zimno, mogę zrobić ci herbatę lub kawę.
- No to po proszę herbatę. - powiedziała i spojrzała za okno.
- Dobrze, też sobie zrobię. Za chwilkę wracam. - wstałam z miejsca i podążyłam do kuchni. Z jednej szafki wyjęłam dwie przezroczyste szklanki a z drugiej dwie torebki herbaty. Do czajnika elektrycznego nalałam wodę i włączyłam. Po paru minutach czajnik wyłączył się a ja nalałam wody do kubków.
- Chcesz cukru? - wychyliłam się do dziewczyny.
- Tak, dwie łyżeczki. - odpowiedziała. Sobie również wsypałam dwie łyżeczki i z kubkami poszłam do salonu. Jeden kubek postawiłam przed Lily a drugi przed sobą. Usiadłam na kanapę i zabrałam kanapkę. Wzięłam pierwszego kęsa.
- Więc, jak się czujesz? - zapytała brunetka sącząc napój.
- Powiem ci że dobrze. Dzięki tym lekom wszystko jest w porządku, nie odczuwam już bólu.
- Właściwie, jak to się stało? - zapytała.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale w kawiarni spotkałam się z taką blondynką. - powiedziałam. Dziewczyna przez chwilę zamyśliła się.
- Chyba się domyślam, ale mów.
- No więc, to moja przyjaciółka, już dawna. Pochodzi z Polski, wiesz, razem chodziłyśmy do szkoły, klasy i tak dalej. No i tego feralnego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że mam wyprosić wszystkich z domu, tylko ja mam zostać. No i potem zaczęłyśmy się kłócić, krzyczeć na siebie i mnie zaatakowała nożem. Dwie rany, jedna tutaj i druga z tyłu. - wyjaśniłam dziewczynie wszystko. Patrzała na mnie zszokowana.
- O mój boże, tak mi przykro. Co za szmata. - powiedziała a ja spojrzałam na nią rozbawiona. Lily nigdy nie przeklinała w mojej obecności.
- No co? - zapytała ze śmiechem.
- Nic nic, po prostu jestem zdziwiona, nigdy nie przeklinałaś w mojej obecności.
- Aj tam, wiesz, przeklinam ale nie tak często. Tylko jak się zdenerwuje zazwyczaj.
- Ach znam to, też jak się zdenerwuje to przeklinam. - przyznałam. Cały czas spędziłyśmy na plotkowaniu o chłopakach i różnych innych babskich pierdołach. Po około godzinie usłyszałam dzwonek do drzwi. Przeprosiłam dziewczynę i udałam się do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam w nich uśmiechniętego od ucha do ucha Nicka. Podszedł do mnie i przytulił z całej siły. Zdziwiona odwzajemniłam uścisk i zamknęłam drzwi za chłopakiem.
- Przyszedłem cię odwiedzić, od chłopaków dowiedziałem się że siedzisz sama w domu, więc chciałem ci potowarzyszyć. - powiedział zdejmując buty.
- Od chłopaków?
- Tak. Dzwoniłem do nich, bo chciałem zapytać się czy nie mieliby czegoś przeciwko gdybym was odwiedził. Powiedzieli że nie ma ich w domu i mogę do ciebie wpaść jak chce bo siedzisz sama. Więc jestem. - zawiesił kurtkę na wieszak i podążył do salonu.
-------------------------------------------------------------------------
Rozdział byle jaki, jakoś straciłam wenę..
W zeszłym tygodniu rozdziału nie było, gdyż świętowałam swoje urodziny a potem nagle zmarła mi bliska osoba, więc nie miałam siły go dokończyć..
Przepraszam i piszcie komentarze, bo chce zobaczyć ze ktoś to czyta, prosze..
Chłopaki pojechali do studia, prawdopodobnie zatwierdzić album. Ostatnie poprawki i będzie gotów. Poinformowali mnie, że nie mam na nich czekać bo pewnie wrócą późno, do tego zrobią zakupy. Więc zostałam sama. Wpatrywałam się w kominek, siedząc na kanapie z kocem na nogach. Gdy przełączyłam na MTV, leciała fajna piosenka. Podgłośniłam telewizor i wstałam z kanapy. Odrzuciłam koc na bok i poszłam do kuchni.
Zgłodniałam, więc zrobiłam sobie kanapki z serem i ketchupem. Wróciłam do salonu podśpiewując sobie piosenkę, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Postawiłam talerz z jedzeniem na stoliku i podeszłam do drzwi wejściowych. Pociągnęłam za nie a te się otworzyły. Moim oczom ukazała się średniego wzrostu brunetka. Z uśmiechem podeszła do mnie i przytuliła. Odwzajemniłam pieszczotę, a gdy skończyłyśmy zamknęłam drzwi. Lily zdjęła kurtkę razem z butami oraz czapką. Szalik zostawiła na szyi. Brunetka weszła razem zemną do salonu, po którym zaczęła się rozglądać.Usiadłam na swoje miejsce i spojrzałam na brunetkę.
- Rozgość się. - powiedziałam na co podążyła do kanapy i również usiadła. Spojrzała na talerzyk przede mną.
- Chyba ci przeszkodziłam.. Możesz zjeść, nie krępuj się. - powiedziała zachęcając mnie.
- A może ty chcesz coś do picia? Na dworze jest zimno, mogę zrobić ci herbatę lub kawę.
- No to po proszę herbatę. - powiedziała i spojrzała za okno.
- Dobrze, też sobie zrobię. Za chwilkę wracam. - wstałam z miejsca i podążyłam do kuchni. Z jednej szafki wyjęłam dwie przezroczyste szklanki a z drugiej dwie torebki herbaty. Do czajnika elektrycznego nalałam wodę i włączyłam. Po paru minutach czajnik wyłączył się a ja nalałam wody do kubków.
- Chcesz cukru? - wychyliłam się do dziewczyny.
- Tak, dwie łyżeczki. - odpowiedziała. Sobie również wsypałam dwie łyżeczki i z kubkami poszłam do salonu. Jeden kubek postawiłam przed Lily a drugi przed sobą. Usiadłam na kanapę i zabrałam kanapkę. Wzięłam pierwszego kęsa.
- Więc, jak się czujesz? - zapytała brunetka sącząc napój.
- Powiem ci że dobrze. Dzięki tym lekom wszystko jest w porządku, nie odczuwam już bólu.
- Właściwie, jak to się stało? - zapytała.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale w kawiarni spotkałam się z taką blondynką. - powiedziałam. Dziewczyna przez chwilę zamyśliła się.
- Chyba się domyślam, ale mów.
- No więc, to moja przyjaciółka, już dawna. Pochodzi z Polski, wiesz, razem chodziłyśmy do szkoły, klasy i tak dalej. No i tego feralnego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że mam wyprosić wszystkich z domu, tylko ja mam zostać. No i potem zaczęłyśmy się kłócić, krzyczeć na siebie i mnie zaatakowała nożem. Dwie rany, jedna tutaj i druga z tyłu. - wyjaśniłam dziewczynie wszystko. Patrzała na mnie zszokowana.
- O mój boże, tak mi przykro. Co za szmata. - powiedziała a ja spojrzałam na nią rozbawiona. Lily nigdy nie przeklinała w mojej obecności.
- No co? - zapytała ze śmiechem.
- Nic nic, po prostu jestem zdziwiona, nigdy nie przeklinałaś w mojej obecności.
- Aj tam, wiesz, przeklinam ale nie tak często. Tylko jak się zdenerwuje zazwyczaj.
- Ach znam to, też jak się zdenerwuje to przeklinam. - przyznałam. Cały czas spędziłyśmy na plotkowaniu o chłopakach i różnych innych babskich pierdołach. Po około godzinie usłyszałam dzwonek do drzwi. Przeprosiłam dziewczynę i udałam się do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam w nich uśmiechniętego od ucha do ucha Nicka. Podszedł do mnie i przytulił z całej siły. Zdziwiona odwzajemniłam uścisk i zamknęłam drzwi za chłopakiem.
- Przyszedłem cię odwiedzić, od chłopaków dowiedziałem się że siedzisz sama w domu, więc chciałem ci potowarzyszyć. - powiedział zdejmując buty.
- Od chłopaków?
- Tak. Dzwoniłem do nich, bo chciałem zapytać się czy nie mieliby czegoś przeciwko gdybym was odwiedził. Powiedzieli że nie ma ich w domu i mogę do ciebie wpaść jak chce bo siedzisz sama. Więc jestem. - zawiesił kurtkę na wieszak i podążył do salonu.
-------------------------------------------------------------------------
Rozdział byle jaki, jakoś straciłam wenę..
W zeszłym tygodniu rozdziału nie było, gdyż świętowałam swoje urodziny a potem nagle zmarła mi bliska osoba, więc nie miałam siły go dokończyć..
Przepraszam i piszcie komentarze, bo chce zobaczyć ze ktoś to czyta, prosze..
sobota, 8 sierpnia 2015
Rozdział 74
Odebrał torbę od Eleanor, która nie chciała jej nawet dać. Podążył zemną do domu, gdzie pomógł mi zdjąć rzeczy. Gdy znaleźliśmy się w salonie, razem z Nickiem usiedliśmy na sofie. Przebiegłam wzrokiem po salonie, gdzie na podłodze zauważyłam niedużą plamę krwi. To pewnie moja krew. Odruchowo spojrzałam na moją nogę, która była cała zabandażowana i do tego usztywniona.
- Sandra chcesz coś do jedzenia bądź picia? - zapytał Nick.
- Nie, nie jestem głodna. - powiedziałam.
- Na pewno? Szpitalne jedzenie nie jest dobre.
- Ale to w szpitalu było nawet. I nie chce, dziękuję.
- No dobra, twoja strata. Jestem znakomitym kucharzem. - brunet dumnie wypiął pierś do przodu.
- W to nie wątpię. - zaśmiałam się. Nick z uśmiechem poklepał mnie po zdrowym kolanie i wstał. Podążył do kuchni.
- Gdzie reszta? - zapytałam. Nie pojawili się od czasu kiedy tu przyszliśmy, a byli od razu za nami.
- Nie mam pojęcia. - wychylił się z kuchni. - Zrobię coś do jedzenia. - i tyle go widziałam. Westchnęłam cicho i rozejrzałam się w poszukiwaniu pilota. I znalazłam go, był na innej części sofy. Nie dosięgnę go, nie ma mowy. Poprosić Nicka żeby mi go podał? Może nie, przecież on wystarczająco mi pomaga, dam sobie radę sama. Wyciągnęłam rękę jak tylko umiałam do przodu, ale nic z tego. Coraz bardziej ją wyciągałam gdy w pewnym momencie straciłam równowagę i upadłam na kanapę. Jęknęłam cicho z bólu.
Mimo tego dalej próbowałam dosięgnąć pilota, chociaż to nic nie dawało. Powoli przyciągałam się do niego ale niespodziewanie uderzyłam zdrową nogą o stolik. I mogę się założyć ze Nick to usłyszał, bo dało to głośny odgłos. I nie myliłam się, po chwili chłopak znalazł się obok mnie.
- Sandra, co ty robisz? - zapytał zdenerwowany.
- Chciałam zabrać pilota.. - powiedziałam masując obolałe miejsce.
- Nie mogłaś poczekać lub mnie zawołać?
- Nie chciałam cie wykorzystywać, już wystarczająco mi pomagasz. - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Przestań, dobrze wiesz że zawsze ci pomogę, trzymaj. - powiedział podchodząc do pilota i podał mi go.
- Dziękuje. - powiedziałam. - Czujesz to?
- Co?
- Pachnie tutaj spalenizną. - przyznałam. Oczy chłopaka w sekundzie rozszerzyły się i pobiegł do kuchni.
- Moja zupa! - usłyszałam krzyk chłopaka. Po chwili zobaczyłam jak brunet otwiera okna w kuchni i okno balkonowe w salonie.
- Znakomity kucharz? - zapytałam powstrzymując śmiech. Chłopak spojrzał na mnie groźnym wzrokiem a ja wybuchłam śmiechem.
- Och bądź cicho. - powiedział zabierając mi pilota. Usiadł obok mnie i położył rękę na oparciu. Zaczął szukać jakiegoś fajnego filmu.
- Jak długo będziesz mieć usztywnioną nogę? - zapytał po chwili. Wzruszyłam ramionami.
- Pewnie tydzień, może dwa.
- Współczuje ci, gdybym wiedział co ona chce zrobić... - chłopak spuścił głowę.
- Nick spójrz na mnie. - złapałam jego podbródek. Spojrzał mi w oczy.
- Skąd mogłeś wiedzieć, co ona chce zrobić? Nikt się nie spodziewał tego, nie obwiniaj się. A gdybyś wiedział, co byś zrobił?
- Nie wiem, powstrzymałbym ją.
- Ona była tak zdesperowana, że nikt by jej nie powstrzymał. Nie obwiniaj się , to nie była twoja wina. Dobrze? - powiedziałam a Nick po chwili kiwnął głową. Uśmiechnęłam się lekko do niego. Znów złapał pilota w rękę i wrócił do przeszukiwania telewizji.
- Co masz zamiar teraz zrobić z tym wszystkim?
- Wiesz, na pewno nie będę z Samanthą, nie po tym co się stało.
- Powiedziałeś jej to?
- Jeszcze nie, dopiero kiedy pozwolą na odwiedziny, pójdę i jej to powiem.
- Ale chcesz tak po prostu ją zostawić?
- A mam inne wyjście? Może pewnego dnia coś jej strzeli do głowy i jeszcze mnie zaatakuje. A ja chce jeszcze pożyć.
- Och, rozumiem. Masz rację. - powiedziałam patrząc na ekran. Po paru minutach usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Niedługo potem zobaczyłam chłopaków wchodzących do salonu. Byli jednak bez dziewczyn.
- Gdzie byliście? - zapytałam.
- Odwieść El, Pezz i Dani. - powiedział Harry. Usiadł na sofie z pozostałą czwórką.
- Sandra chcesz coś do jedzenia bądź picia? - zapytał Nick.
- Nie, nie jestem głodna. - powiedziałam.
- Na pewno? Szpitalne jedzenie nie jest dobre.
- Ale to w szpitalu było nawet. I nie chce, dziękuję.
- No dobra, twoja strata. Jestem znakomitym kucharzem. - brunet dumnie wypiął pierś do przodu.
- W to nie wątpię. - zaśmiałam się. Nick z uśmiechem poklepał mnie po zdrowym kolanie i wstał. Podążył do kuchni.
- Gdzie reszta? - zapytałam. Nie pojawili się od czasu kiedy tu przyszliśmy, a byli od razu za nami.
- Nie mam pojęcia. - wychylił się z kuchni. - Zrobię coś do jedzenia. - i tyle go widziałam. Westchnęłam cicho i rozejrzałam się w poszukiwaniu pilota. I znalazłam go, był na innej części sofy. Nie dosięgnę go, nie ma mowy. Poprosić Nicka żeby mi go podał? Może nie, przecież on wystarczająco mi pomaga, dam sobie radę sama. Wyciągnęłam rękę jak tylko umiałam do przodu, ale nic z tego. Coraz bardziej ją wyciągałam gdy w pewnym momencie straciłam równowagę i upadłam na kanapę. Jęknęłam cicho z bólu.
Mimo tego dalej próbowałam dosięgnąć pilota, chociaż to nic nie dawało. Powoli przyciągałam się do niego ale niespodziewanie uderzyłam zdrową nogą o stolik. I mogę się założyć ze Nick to usłyszał, bo dało to głośny odgłos. I nie myliłam się, po chwili chłopak znalazł się obok mnie.
- Sandra, co ty robisz? - zapytał zdenerwowany.
- Chciałam zabrać pilota.. - powiedziałam masując obolałe miejsce.
- Nie mogłaś poczekać lub mnie zawołać?
- Nie chciałam cie wykorzystywać, już wystarczająco mi pomagasz. - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Przestań, dobrze wiesz że zawsze ci pomogę, trzymaj. - powiedział podchodząc do pilota i podał mi go.
- Dziękuje. - powiedziałam. - Czujesz to?
- Co?
- Pachnie tutaj spalenizną. - przyznałam. Oczy chłopaka w sekundzie rozszerzyły się i pobiegł do kuchni.
- Moja zupa! - usłyszałam krzyk chłopaka. Po chwili zobaczyłam jak brunet otwiera okna w kuchni i okno balkonowe w salonie.
- Znakomity kucharz? - zapytałam powstrzymując śmiech. Chłopak spojrzał na mnie groźnym wzrokiem a ja wybuchłam śmiechem.
- Och bądź cicho. - powiedział zabierając mi pilota. Usiadł obok mnie i położył rękę na oparciu. Zaczął szukać jakiegoś fajnego filmu.
- Jak długo będziesz mieć usztywnioną nogę? - zapytał po chwili. Wzruszyłam ramionami.
- Pewnie tydzień, może dwa.
- Współczuje ci, gdybym wiedział co ona chce zrobić... - chłopak spuścił głowę.
- Nick spójrz na mnie. - złapałam jego podbródek. Spojrzał mi w oczy.
- Skąd mogłeś wiedzieć, co ona chce zrobić? Nikt się nie spodziewał tego, nie obwiniaj się. A gdybyś wiedział, co byś zrobił?
- Nie wiem, powstrzymałbym ją.
- Ona była tak zdesperowana, że nikt by jej nie powstrzymał. Nie obwiniaj się , to nie była twoja wina. Dobrze? - powiedziałam a Nick po chwili kiwnął głową. Uśmiechnęłam się lekko do niego. Znów złapał pilota w rękę i wrócił do przeszukiwania telewizji.
- Co masz zamiar teraz zrobić z tym wszystkim?
- Wiesz, na pewno nie będę z Samanthą, nie po tym co się stało.
- Powiedziałeś jej to?
- Jeszcze nie, dopiero kiedy pozwolą na odwiedziny, pójdę i jej to powiem.
- Ale chcesz tak po prostu ją zostawić?
- A mam inne wyjście? Może pewnego dnia coś jej strzeli do głowy i jeszcze mnie zaatakuje. A ja chce jeszcze pożyć.
- Och, rozumiem. Masz rację. - powiedziałam patrząc na ekran. Po paru minutach usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Niedługo potem zobaczyłam chłopaków wchodzących do salonu. Byli jednak bez dziewczyn.
- Gdzie byliście? - zapytałam.
- Odwieść El, Pezz i Dani. - powiedział Harry. Usiadł na sofie z pozostałą czwórką.
- Dlaczego?
- Za dużo emocji miały przez ostatnie dni, chciały odpocząć. - wyjaśnił Liam.
- Tak bez pożegnania?
- Niestety, rozmyśliły się gdy mieliśmy wchodzić do domu.
- Co tutaj tak cuchnie? - zapytał Harry. Spojrzałam na Nicka i wybuchłam śmiechem.
- O co chodzi? Ominęło nas coś? - zapytał Niall.Uciszyłam się i zaczęłam wszystko wyjaśniać.
- Nick chciał pokazać mi jak świetnym jest kucharzem ale przez swoją nieuwagę spalił zupę. - powiedziałam chichocząc.
- Tylko nam domu nie spal. - powiedział Liam.
- Nie spalę, przecież tutaj nie mieszkam. - odpowiedział Nick. Cały czas śledziłam wzrokiem po twarzach chłopaków. Nie wyrażały one żadnych emocji, jedynie twarz Harry'ego miała zły wyraz i zaciskał pięści. Coś się święci, ja to wiem...
- Właśnie o tym mowa.. Nick, czy.. - Zayn nabrał powietrza - czy chciałbyś z nami spędzić święta?- zapytał mulat. Spojrzałam na twarz bruneta, który w kilka sekund rozpromieniał.
- Wow, jestem zaskoczony, ale nie mam żadnych planów na Boże Narodzenie więc jeśli chcecie, mogę wpaść. - powiedział Nick. Spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem a ja przytuliłam się do niego.
- To super, czyli święta spędzamy całą siódemką tak? - zapytałam puszczając Nicka. Chłopacy pokiwali głowami.
- Kiedy zdejmą mi to "coś"? - zapytałam robiąc cudy słów w powietrzu.Wskazałam na moją chorą nogę.
- Lekarz powiedział, że za tydzień idziemy na kontrolę i ci to zdejmą. I dobrze się składa, bo potem tylko 3 podajże tygodnie i święta. - powiedział Hazz.
- Nawet prezentów nie mam kupione. - powiedziałam.
- My też nie mamy, spokojnie zdążysz. - powiedział Zayn z uśmiechem. Z torby wyciągnęłam laptopa i go włączyłam. Potem weszłam na twittera i napisałam, że jestem już w domu. Od razu w powiadomieniach zobaczyłam prośby o follow, więc zrobiłam krótkie follow spree. Zaobserwowałam około 30 osób. Przejrzałam jeszcze inne portale społecznościowe. Odłożyłam urządzenie obok. Jest już po 17, więc powinnam wziąć tabletki.
Nick niedawno poszedł do domu, mówiąc że musi zrobić w nim porządek. Pożegnałam się z nim tak jak zawsze, długim przytuleniem. Potem reszta zajęła się własnym życiem, ulatniają się do pokoi. Ja tylko zostałam i siedziałam jak ten kołek. Mogłabym sama do siebie mówić, ale wyszłabym na wariatkę.
- Jeszcze tu jesteś? - usłyszałam głos Harry'ego. Okey, to było niemiłe.
- Jak widać. Gdzie niby miałam się ruszyć, skoro nie mogę chodzić? - zapytałam. Harry wzruszył ramionami i podszedł do mnie. - Chodź zabiorę cię do pokoju. - powiedział i podniósł mnie. Szybko zabrałam torbę razem z ubraniami, laptopem oraz telefon.
- Ciężka jestem co nie? - zapytałam gdy loczek wszedł na schody.
- Nie, bez przesady. Tylko to coś co masz na nodze dodaje ci wagi. - uśmiechnął się i pocałował mnie szybko. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i pocałowałam go w policzek. Po chwili znaleźliśmy się w moim pokoju. Hazz odstawił mnie na łóżko. Jak ja tu dawno nie byłam. Tęskniłam za moim pokojem.
- Harry, zostaniesz zemną? - zapytałam gdy chciał wyjść.
- Oczywiście. - odpowiedział i usiadł obok mnie.
- Cały czas zastanawiam się, jak mam się ubierać, myć się. - powiedziałam i spojrzałamn a twarz loczka. Taka skupiona.
- Wiesz.. mogę pomóc ci się umyć jak chcesz. - poruszył zabawnie brwiami. Pacnęłam go w ramię.
- Zapomnij, chciałbyś. - powiedziałam chichocząc.
- A uwierz mi, że chciałbym.. - powiedział i położył swoją dłoń na moim kolanie. Tylko nie to..
- Harry, dam radę sama. Po prostu pomóż mi dojść do łazienki. - powiedziałam.
- Oczywiście że pomogę ci dojść kochanie..- zachichotał.
- Czy ty we wszystkim widzisz podtekst seksualny?! - krzyknęłam sfrustrowana.
- No jasne. - powiedział z głupawym uśmieszkiem.Warknęłam zła i wstałam. Zaczęłam skakać na zdrowej nodze, dobrze mi szło. Gdy już byłam blisko drzwi, poczułam ręce na talii.
Hazz złapał mnie i zaniósł do łazienki. Chłopak sprawdził temperaturę. Do wanny zaczęła nalewać się woda. Ja natomiast usiadłam na rogu wanny i patrzałam na Harry'ego. Chodził z kąta w kąt, nosząc to ręczniki, to jakieś mydła.
- Hazz, dam sobie radę, na prawdę. - powiedziałam a chłopak spojrzał na mnie.
- Okey, będziesz krzyczeć w razie czego dobrze? Uważaj na siebie. - pocałował mnie w usta i wyszedł. Westchnęłam i wstałam. Rozebrałam się i powoli weszłam pod prysznic. Umyłam się szybko i dokładnie, aby nie zrobić sobie nic w nogę. Jednym ręcznikiem owinęłam swoje ciało, a drugim włosy. Rzeczy zebrałam i wyrzuciłam do kosza na pranie. Zawołałam Harry'ego, który pomógł mi wejść do pokoju. Z szafy wybrałam dłuższą bluzkę, sięgającą za tyłek. Nie miałam ochoty ubierać spodenek, za dużo bym się z tym męczyła.
- Harry, możesz na momencik wyjść? Chciałabym się ubrać. - powiedziałam na co na twarzy chłopaka pojawił się uśmieszek.
- Nie możesz przy mnie? Albo nie będę patrzał. Prosze. - powiedział.
- No dobra. Może kiedyś. - powiedziałam do chłopaka na co uśmiechnął się szeroko i odwrócił do mnie plecami. Westchnęłam i kazałam mu wejść do łazienki. Gdy to zrobił, nałożyłam koszulkę oraz bieliznę.
------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj dużo dialogów ;3 Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach, bo one motywują. Do napisania :)
- Co tutaj tak cuchnie? - zapytał Harry. Spojrzałam na Nicka i wybuchłam śmiechem.
- O co chodzi? Ominęło nas coś? - zapytał Niall.Uciszyłam się i zaczęłam wszystko wyjaśniać.
- Nick chciał pokazać mi jak świetnym jest kucharzem ale przez swoją nieuwagę spalił zupę. - powiedziałam chichocząc.
- Tylko nam domu nie spal. - powiedział Liam.
- Nie spalę, przecież tutaj nie mieszkam. - odpowiedział Nick. Cały czas śledziłam wzrokiem po twarzach chłopaków. Nie wyrażały one żadnych emocji, jedynie twarz Harry'ego miała zły wyraz i zaciskał pięści. Coś się święci, ja to wiem...
- Właśnie o tym mowa.. Nick, czy.. - Zayn nabrał powietrza - czy chciałbyś z nami spędzić święta?- zapytał mulat. Spojrzałam na twarz bruneta, który w kilka sekund rozpromieniał.
- Wow, jestem zaskoczony, ale nie mam żadnych planów na Boże Narodzenie więc jeśli chcecie, mogę wpaść. - powiedział Nick. Spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem a ja przytuliłam się do niego.
- To super, czyli święta spędzamy całą siódemką tak? - zapytałam puszczając Nicka. Chłopacy pokiwali głowami.
- Kiedy zdejmą mi to "coś"? - zapytałam robiąc cudy słów w powietrzu.Wskazałam na moją chorą nogę.
- Lekarz powiedział, że za tydzień idziemy na kontrolę i ci to zdejmą. I dobrze się składa, bo potem tylko 3 podajże tygodnie i święta. - powiedział Hazz.
- Nawet prezentów nie mam kupione. - powiedziałam.
- My też nie mamy, spokojnie zdążysz. - powiedział Zayn z uśmiechem. Z torby wyciągnęłam laptopa i go włączyłam. Potem weszłam na twittera i napisałam, że jestem już w domu. Od razu w powiadomieniach zobaczyłam prośby o follow, więc zrobiłam krótkie follow spree. Zaobserwowałam około 30 osób. Przejrzałam jeszcze inne portale społecznościowe. Odłożyłam urządzenie obok. Jest już po 17, więc powinnam wziąć tabletki.
Nick niedawno poszedł do domu, mówiąc że musi zrobić w nim porządek. Pożegnałam się z nim tak jak zawsze, długim przytuleniem. Potem reszta zajęła się własnym życiem, ulatniają się do pokoi. Ja tylko zostałam i siedziałam jak ten kołek. Mogłabym sama do siebie mówić, ale wyszłabym na wariatkę.
- Jeszcze tu jesteś? - usłyszałam głos Harry'ego. Okey, to było niemiłe.
- Jak widać. Gdzie niby miałam się ruszyć, skoro nie mogę chodzić? - zapytałam. Harry wzruszył ramionami i podszedł do mnie. - Chodź zabiorę cię do pokoju. - powiedział i podniósł mnie. Szybko zabrałam torbę razem z ubraniami, laptopem oraz telefon.
- Ciężka jestem co nie? - zapytałam gdy loczek wszedł na schody.
- Nie, bez przesady. Tylko to coś co masz na nodze dodaje ci wagi. - uśmiechnął się i pocałował mnie szybko. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i pocałowałam go w policzek. Po chwili znaleźliśmy się w moim pokoju. Hazz odstawił mnie na łóżko. Jak ja tu dawno nie byłam. Tęskniłam za moim pokojem.
- Harry, zostaniesz zemną? - zapytałam gdy chciał wyjść.
- Oczywiście. - odpowiedział i usiadł obok mnie.
- Cały czas zastanawiam się, jak mam się ubierać, myć się. - powiedziałam i spojrzałamn a twarz loczka. Taka skupiona.
- Wiesz.. mogę pomóc ci się umyć jak chcesz. - poruszył zabawnie brwiami. Pacnęłam go w ramię.
- Zapomnij, chciałbyś. - powiedziałam chichocząc.
- A uwierz mi, że chciałbym.. - powiedział i położył swoją dłoń na moim kolanie. Tylko nie to..
- Harry, dam radę sama. Po prostu pomóż mi dojść do łazienki. - powiedziałam.
- Oczywiście że pomogę ci dojść kochanie..- zachichotał.
- Czy ty we wszystkim widzisz podtekst seksualny?! - krzyknęłam sfrustrowana.
- No jasne. - powiedział z głupawym uśmieszkiem.Warknęłam zła i wstałam. Zaczęłam skakać na zdrowej nodze, dobrze mi szło. Gdy już byłam blisko drzwi, poczułam ręce na talii.
Hazz złapał mnie i zaniósł do łazienki. Chłopak sprawdził temperaturę. Do wanny zaczęła nalewać się woda. Ja natomiast usiadłam na rogu wanny i patrzałam na Harry'ego. Chodził z kąta w kąt, nosząc to ręczniki, to jakieś mydła.
- Hazz, dam sobie radę, na prawdę. - powiedziałam a chłopak spojrzał na mnie.
- Okey, będziesz krzyczeć w razie czego dobrze? Uważaj na siebie. - pocałował mnie w usta i wyszedł. Westchnęłam i wstałam. Rozebrałam się i powoli weszłam pod prysznic. Umyłam się szybko i dokładnie, aby nie zrobić sobie nic w nogę. Jednym ręcznikiem owinęłam swoje ciało, a drugim włosy. Rzeczy zebrałam i wyrzuciłam do kosza na pranie. Zawołałam Harry'ego, który pomógł mi wejść do pokoju. Z szafy wybrałam dłuższą bluzkę, sięgającą za tyłek. Nie miałam ochoty ubierać spodenek, za dużo bym się z tym męczyła.
- Harry, możesz na momencik wyjść? Chciałabym się ubrać. - powiedziałam na co na twarzy chłopaka pojawił się uśmieszek.
- Nie możesz przy mnie? Albo nie będę patrzał. Prosze. - powiedział.
- No dobra. Może kiedyś. - powiedziałam do chłopaka na co uśmiechnął się szeroko i odwrócił do mnie plecami. Westchnęłam i kazałam mu wejść do łazienki. Gdy to zrobił, nałożyłam koszulkę oraz bieliznę.
------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj dużo dialogów ;3 Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach, bo one motywują. Do napisania :)
sobota, 1 sierpnia 2015
Rozdział 73
Przed szpitalem stało pełno ochroniarzy i mnóstwo paparazzi próbujących wejść do środka.Stałam przerażona. Jak ja mam niby przejść? Halo, przecież mam unieruchomioną nogę!
- Wow, dużo ich. - powiedział Nick.
- Jak my przejdziemy?! - zwróciłam się do chłopaków.
- Przejdziemy, spokojnie. - powiedział Harry.
- Jakbyś nie widział to mam unieruchomioną nogę geniuszu! Jak ja mam niby przejść? Mam biegać? Pomyśl trochę. - powiedziałam zdenerwowana.
- Ja myślę, w przeciwieństwie do ciebie! - powiedział Hazz.
- Dość! - krzyknął Nick. - Musicie się kłócić? - zapytał patrząc na nas.
- Mamy teraz większy problem niż te wasze kłótnie. - powiedział Zayn. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Harry'ego. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i wróciłam wzrokiem na drzwi.
- Zadzwonię do Paula, powiem żeby ktoś podjechał samochodem pod drzwi i wsiądziemy. - powiedział Harry wyjmując telefon.
- Mam lepszy pomysł. - usłyszałam pomruk Nicka. Po chwili zacisnął swoją dłoń na mojej talii i zaczął iść w kierunku recepcji.
- Przepraszam, ale czy jest tutaj jakieś tylne wyjście? - zapytał recepcjonistkę. Ona spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem a ja uśmiechnęłam się do niej zakłopotana.
- Owszem, jest ale nie wiem czy państwo mogą z niego skorzystać. - powiedziała i wróciła wzrokiem na karty pacjentów. Poczułam jak Nick napina się, na co pogłaskałam go po ramieniu w ramach pocieszenia. Spojrzałam w bok gdzie ciągnął się długi korytarz. Po chwili wyszedł doktor. Mój doktor. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem i zaczął się zbliżać.
- Coś się stało? - zapytał i zaczął przeglądać mi się.
- Nie nie, po prostu mamy problem..
- Jaki? - dopytywał.
- Przy wejściu jest pełno reporterów, a my nie chcemy żeby nam robili zdjęcia.. Rozumie pan, tym bardziej gdy jestem w takim stanie. - powiedziałam na co pokiwał głową.
- Mam dla was idealne wyjście. Zapraszam za mną. - powiedział po chwili z uśmiechem.
- Chodźcie, lekarz nam pomoże! - krzyknął Nick do przyjaciół. Zwrócili głowy w naszą stronę i podeszli. Szliśmy razem za doktorem, który poprowadził nas na tyły ogromnego budynku.
Po kilku minutach chodzenia, znaleźliśmy się przed drzwiami. Nad nimi wisiała tabliczka "Wyjście awaryjne".
- Możecie tędy wyjść, fotoreporterzy pewnie nie wiedzą że wyjdziecie tym wyjściem. - powiedział i je popchnął. Moim oczom ukazał się nieduży plac, który był ogrodzony płotem, w którym zrobiona była brama.
- Zadzwonię po Paula żeby podjechał z chłopakami tutaj autem. - powiedział znów Hazz i oddalił się parę kroków. Stałam cały czas podtrzymywana przez Nicka.
- Dziękuję doktorze, nie wiem co byśmy bez pana zrobili. - odezwałam się do starszego mężczyzny.
- Nie ma za co, na prawdę. U nas w szpitalu już nie raz była taka sytuacja więc wiem co robić. - powiedział.
- Na prawdę? - zapytałam nie dowierzając.
- Tak, raz do naszego szpitala trafiła księżna Kate w piątym miesiącu ciąży, źle się czuła i zawieźli ją do nas. - powiedział. - To był istny koszmar, pełno reporterów. - zauważył śmiejąc się. - Na dodatek to ja byłem jej lekarzem.
- Mam się czuć zaszczycona? - zapytałam ze śmiechem.
- Ależ nie, pani Sandro. - powiedział. Przez chwilę rozmawialiśmy dopóki nie przyszedł Harry.
- Już jadą, mogą tutaj wjechać tak? - zapytał doktora.
- Naturalnie, tylko otworzę bramę. - powiedział i nacisnął guzik przy drzwiach. Po chwili brama zaczęła się otwierać.
- Wiedzą dokąd? - zapytałam.
- Tak, wytłumaczyłem wszystko. Powinni niedługo być. - powiedział. Po dziesięciu minutach zjawili się w końcu. Podjechali jak najbliżej wejścia. Wszyscy wsiedli, oprócz mnie i Nicka. Chciałam pożegnać się z doktorem, a on z racji tego że mnie trzymał musiał poczekać.
- Dziękuję doktorze, za wszystko na prawdę nam pan pomógł. - powiedziałam do starszego faceta.
- Na prawdę nie musi mi pani dziękować a teraz proszę jechac do domu i odpoczywać. Mam nadzieję że jeszcze się spotkamy, ale nie w takich drastycznych sytuacjach. - uśmiechnął się lekko. - Opiekujcie się nią. - powiedział do Nicka na co pokiwał głową. Ostatni raz spojrzałam na doktora i razem z Nickiem podążyłam do samochody. Przy jego pomocy usiadłam, całkiem z przodu. Siedziałam między Harry'm a Nickiem.
Hazz cały czas spoglądał w okno jedynie raz zaszczycił mnie spojrzeniem. Nick cały czas mówił coś do mnie jak również reszta. Gdy wyjeżdżaliśmy z terenu szpitala pełno fotoreporterów zaczęło robić zdjęcia, na szczęście szyby było przyciemniane a także dla pewności zakrywałam się bluzą. Nawet niektórzy z nich biegli za naszym samochodem żeby zrobić zdjęcia. To trochę chore. Rozumiem że muszą za wszelką scenę zdobyć zdjęcia ale żeby ryzykować życie? Przecież gdyby wybiegli za nami na ulice mogliby zostać potrąceni przez samochód. To wszystko jest takie popieprzone, cały ten show biznes.
- Nad czym tak myślisz? - zapytał Nick.
- O niczym, tak po prostu. - powiedziałam do bruneta.
- Jak się czujesz? - tym razem usłyszałam Louisa. Prowadził samochód, zresztą jak zawsze. Wychyliłam się lekko w bok aby spojrzeć na niego w lusterku, Obdarzył mnie przelotnym spojrzeniem i wrócił wzrokiem na drogę.
- Dobrze, tylko pamiętaj, musimy pod drodze wstąpić do apteki po leki. - przypomniałam mu. Pokiwał twierdząco głową. Droga minęła nam w zupełnej ciszy, gdy zatrzymaliśmy się przy aptece, wyjęłam z torby receptę i podałam ją Nickowi.
Szybciej zaproponował że pójdzie kupić mi leki więc się zgodziłam. Nie miałam nawet wyjścia, uparł się jak nie wiem. Gdy Nick poszedł do budynku, wszyscy postanowili wyjść z auta "przewietrzyć się". Ja oczywiście została, mimo tego że chcieli mi pomóc wyjść. Nie skorzystałam z ich propozycji i zostałam w samochodzie, podobnie jak Harry. Siedzieliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy, ale w końcu postanowił się odezwać.
- Przepraszam. - powiedział.
- Za co?
- Za to co powiedziałem w szpitalu, nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. Byłem po prostu zdenerwowany, martwiłem się o ciebie. - wyjaśnił i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Złapałam go za rękę i splotłam nasze palce razem.
- Rozumiem Harry, jest w porządku. - powiedziałam uśmiechając się do niego. Odwzajemnił uśmiech i uniósł nasze dłonie do swoich ust. Pocałował je i uśmiechnął się szeroko. Po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają i zaczęli wszyscy wchodzić. Niedługo potem Louis wyjechał z terenu apteki i jechał w kierunku domu. Oparłam głowę na ramieniu Harry'ego i bawiłam się palcami. Spojrzałam za okno i stwierdzam, że jest południe. Na pewno. Po paru minutach znaleźliśmy się na podwórku naszego domu. Ja z Nickiem wysiedliśmy pierwsi. Zadrżałam gdy poczułam chłodne zimowe powietrze. Wtuliłam się bardziej w bok Nicka, na co się uśmiechnął. Odebrał torbę od Eleanor, która nie chciała jej nawet dać. Podążył zemną do domu, gdzie pomógł mi zdjąć rzeczy.
--------------------------------------------------------------------
Rozdział dedykuję kochanej Darii, która ma dzisiaj urodziny! Wszystkiego Najlepszego kochana, dużo zdrowia, szczęścia i miłości! Dziękuję za wszystko! <3 Rozdział napisany dla ciebie! ;)
- Wow, dużo ich. - powiedział Nick.
- Jak my przejdziemy?! - zwróciłam się do chłopaków.
- Przejdziemy, spokojnie. - powiedział Harry.
- Jakbyś nie widział to mam unieruchomioną nogę geniuszu! Jak ja mam niby przejść? Mam biegać? Pomyśl trochę. - powiedziałam zdenerwowana.
- Ja myślę, w przeciwieństwie do ciebie! - powiedział Hazz.
- Dość! - krzyknął Nick. - Musicie się kłócić? - zapytał patrząc na nas.
- Mamy teraz większy problem niż te wasze kłótnie. - powiedział Zayn. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Harry'ego. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i wróciłam wzrokiem na drzwi.
- Zadzwonię do Paula, powiem żeby ktoś podjechał samochodem pod drzwi i wsiądziemy. - powiedział Harry wyjmując telefon.
- Mam lepszy pomysł. - usłyszałam pomruk Nicka. Po chwili zacisnął swoją dłoń na mojej talii i zaczął iść w kierunku recepcji.
- Przepraszam, ale czy jest tutaj jakieś tylne wyjście? - zapytał recepcjonistkę. Ona spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem a ja uśmiechnęłam się do niej zakłopotana.
- Owszem, jest ale nie wiem czy państwo mogą z niego skorzystać. - powiedziała i wróciła wzrokiem na karty pacjentów. Poczułam jak Nick napina się, na co pogłaskałam go po ramieniu w ramach pocieszenia. Spojrzałam w bok gdzie ciągnął się długi korytarz. Po chwili wyszedł doktor. Mój doktor. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem i zaczął się zbliżać.
- Coś się stało? - zapytał i zaczął przeglądać mi się.
- Nie nie, po prostu mamy problem..
- Jaki? - dopytywał.
- Przy wejściu jest pełno reporterów, a my nie chcemy żeby nam robili zdjęcia.. Rozumie pan, tym bardziej gdy jestem w takim stanie. - powiedziałam na co pokiwał głową.
- Mam dla was idealne wyjście. Zapraszam za mną. - powiedział po chwili z uśmiechem.
- Chodźcie, lekarz nam pomoże! - krzyknął Nick do przyjaciół. Zwrócili głowy w naszą stronę i podeszli. Szliśmy razem za doktorem, który poprowadził nas na tyły ogromnego budynku.
Po kilku minutach chodzenia, znaleźliśmy się przed drzwiami. Nad nimi wisiała tabliczka "Wyjście awaryjne".
- Możecie tędy wyjść, fotoreporterzy pewnie nie wiedzą że wyjdziecie tym wyjściem. - powiedział i je popchnął. Moim oczom ukazał się nieduży plac, który był ogrodzony płotem, w którym zrobiona była brama.
- Zadzwonię po Paula żeby podjechał z chłopakami tutaj autem. - powiedział znów Hazz i oddalił się parę kroków. Stałam cały czas podtrzymywana przez Nicka.
- Dziękuję doktorze, nie wiem co byśmy bez pana zrobili. - odezwałam się do starszego mężczyzny.
- Nie ma za co, na prawdę. U nas w szpitalu już nie raz była taka sytuacja więc wiem co robić. - powiedział.
- Na prawdę? - zapytałam nie dowierzając.
- Tak, raz do naszego szpitala trafiła księżna Kate w piątym miesiącu ciąży, źle się czuła i zawieźli ją do nas. - powiedział. - To był istny koszmar, pełno reporterów. - zauważył śmiejąc się. - Na dodatek to ja byłem jej lekarzem.
- Mam się czuć zaszczycona? - zapytałam ze śmiechem.
- Ależ nie, pani Sandro. - powiedział. Przez chwilę rozmawialiśmy dopóki nie przyszedł Harry.
- Już jadą, mogą tutaj wjechać tak? - zapytał doktora.
- Naturalnie, tylko otworzę bramę. - powiedział i nacisnął guzik przy drzwiach. Po chwili brama zaczęła się otwierać.
- Wiedzą dokąd? - zapytałam.
- Tak, wytłumaczyłem wszystko. Powinni niedługo być. - powiedział. Po dziesięciu minutach zjawili się w końcu. Podjechali jak najbliżej wejścia. Wszyscy wsiedli, oprócz mnie i Nicka. Chciałam pożegnać się z doktorem, a on z racji tego że mnie trzymał musiał poczekać.
- Dziękuję doktorze, za wszystko na prawdę nam pan pomógł. - powiedziałam do starszego faceta.
- Na prawdę nie musi mi pani dziękować a teraz proszę jechac do domu i odpoczywać. Mam nadzieję że jeszcze się spotkamy, ale nie w takich drastycznych sytuacjach. - uśmiechnął się lekko. - Opiekujcie się nią. - powiedział do Nicka na co pokiwał głową. Ostatni raz spojrzałam na doktora i razem z Nickiem podążyłam do samochody. Przy jego pomocy usiadłam, całkiem z przodu. Siedziałam między Harry'm a Nickiem.
Hazz cały czas spoglądał w okno jedynie raz zaszczycił mnie spojrzeniem. Nick cały czas mówił coś do mnie jak również reszta. Gdy wyjeżdżaliśmy z terenu szpitala pełno fotoreporterów zaczęło robić zdjęcia, na szczęście szyby było przyciemniane a także dla pewności zakrywałam się bluzą. Nawet niektórzy z nich biegli za naszym samochodem żeby zrobić zdjęcia. To trochę chore. Rozumiem że muszą za wszelką scenę zdobyć zdjęcia ale żeby ryzykować życie? Przecież gdyby wybiegli za nami na ulice mogliby zostać potrąceni przez samochód. To wszystko jest takie popieprzone, cały ten show biznes.
- Nad czym tak myślisz? - zapytał Nick.
- O niczym, tak po prostu. - powiedziałam do bruneta.
- Jak się czujesz? - tym razem usłyszałam Louisa. Prowadził samochód, zresztą jak zawsze. Wychyliłam się lekko w bok aby spojrzeć na niego w lusterku, Obdarzył mnie przelotnym spojrzeniem i wrócił wzrokiem na drogę.
- Dobrze, tylko pamiętaj, musimy pod drodze wstąpić do apteki po leki. - przypomniałam mu. Pokiwał twierdząco głową. Droga minęła nam w zupełnej ciszy, gdy zatrzymaliśmy się przy aptece, wyjęłam z torby receptę i podałam ją Nickowi.
Szybciej zaproponował że pójdzie kupić mi leki więc się zgodziłam. Nie miałam nawet wyjścia, uparł się jak nie wiem. Gdy Nick poszedł do budynku, wszyscy postanowili wyjść z auta "przewietrzyć się". Ja oczywiście została, mimo tego że chcieli mi pomóc wyjść. Nie skorzystałam z ich propozycji i zostałam w samochodzie, podobnie jak Harry. Siedzieliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy, ale w końcu postanowił się odezwać.
- Przepraszam. - powiedział.
- Za co?
- Za to co powiedziałem w szpitalu, nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. Byłem po prostu zdenerwowany, martwiłem się o ciebie. - wyjaśnił i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Złapałam go za rękę i splotłam nasze palce razem.
- Rozumiem Harry, jest w porządku. - powiedziałam uśmiechając się do niego. Odwzajemnił uśmiech i uniósł nasze dłonie do swoich ust. Pocałował je i uśmiechnął się szeroko. Po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają i zaczęli wszyscy wchodzić. Niedługo potem Louis wyjechał z terenu apteki i jechał w kierunku domu. Oparłam głowę na ramieniu Harry'ego i bawiłam się palcami. Spojrzałam za okno i stwierdzam, że jest południe. Na pewno. Po paru minutach znaleźliśmy się na podwórku naszego domu. Ja z Nickiem wysiedliśmy pierwsi. Zadrżałam gdy poczułam chłodne zimowe powietrze. Wtuliłam się bardziej w bok Nicka, na co się uśmiechnął. Odebrał torbę od Eleanor, która nie chciała jej nawet dać. Podążył zemną do domu, gdzie pomógł mi zdjąć rzeczy.
--------------------------------------------------------------------
Rozdział dedykuję kochanej Darii, która ma dzisiaj urodziny! Wszystkiego Najlepszego kochana, dużo zdrowia, szczęścia i miłości! Dziękuję za wszystko! <3 Rozdział napisany dla ciebie! ;)
sobota, 25 lipca 2015
Rozdział 72
Wzięłam talerz z szafki i postawiłam go na specjalnym stoliczku.
Ułożyłam się wygodnie i posmakowałam dania. Nie było aż takie złe jak na
szpitalne jedzenie, ale nie byłam głodna. Zjadłam trochę i odstawiłam jedzenie na stolik.
- Ugh dlaczego tutaj jest tak nudno! - powiedziałam na głos. Rozejrzałam się po sali w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Nick błagam cię, przyjeżdżaj szybciej...
- Um, przepraszam panią ale ma pani gości. - usłyszałam czyiś głos. Spojrzałam na drzwi w których stała pielęgniarka. Z tyłu niej stali dwaj funkcjonariusze policji w mundurach. Ominęli pielęgniarkę i stanęli obok łóżka.
- Mogą panowie usiąść. - powiedziała cicho.
- Nie dziękujemy, postoimy. - powiedział jeden twardym głosem. Pielęgniarka pokiwała głową.
- Dobrze, więc zostawiam państwa samych. - powiedziała patrząc na nich a potem na mnie. - W razie czego proszę nas poinformować. - i wyszła. Spojrzałam na policjantów.
- Dzień Dobry. - powiedziałam cicho.
- Dzień Dobry, funkcjonariusz Mark i posterunkowy John. Chcieliśmy z panią porozmawiać na temat napadu na panią. - powiedział jeden.
- Dobrze, więc co panowie chcą wiedzieć? - zapytałam.
- Co się wydarzyło konkretnie. Wszystko od początku, każdy szczegół. - powiedział jak podejrzewam John.
- Och, więc.. siedziałam w domu z moimi przyjaciółmi gdy nagle zadzwoniła Samantha i powiedziała że wszyscy mają wyjść z domu tylko ja mam zostać. I jak powiedziała tak zrobiłam, czekałam na nią a gdy przyszła to zaczęłyśmy się kłócić i jednym razem wyskoczyła z nożem i mnie poraniła. Potem zaczęła mnie bić, pamiętam tylko jak usłyszałam syreny policyjne, wtedy straciłam przytomność. - powiedziałam. Mark wszystko zapisywał.
- A o co się panie pokłóciły? - zapytał John.
- Och, o takie stare rzeczy, jeszcze z czasów szkolnych. - powiedziałam.
- No dobrze, rozpatrywaliśmy pani sprawę, zna pani Simona Cowella? - zapytał Mark. Pokiwałam głową.
- To on nam pokazał te wszystkie groźby co pani dostawała, poprosił nas o pomoc, mieliśmy robić dochodzenie ale panna Moris już sama wpadła nam w ręce, szkoda że w taki sposób. - powiedział John badając mnie wzrokiem.
- A jak się pani czuje? - zapytał Mark.
- Jak na razie dobrze, ale boli mnie noga. - powiedziałam. - Czy to już wszystko?
- Tak, musimy już iść. Życzymy zdrowia, do zobaczenia. - powiedział John.
- Przepraszam, ale co teraz będzie z Samanthą? - zapytałam patrząc jak idą w stronę drzwi.
- Odbędzie się postępowanie w sprawie pani Moris i prawdopodobnie będzie ona miała wyrok, ale nic nie wiadomo. Sąd na pewno spojrzy na nią przychylnie, bo nie była jeszcze chyba karana. Musimy sprawdzić jej papiery, w razie czego będziemy dzwonić do pani. - powiedział Mark. - Do widzenia. - obaj wyszli. Opadłam na łóżko ciężko wzdychając. Zaczęłam z nudów robić sobie warkocza, gdzie ponownie go rozplątywałam i robiłam od nowa. Ciekawe czy Harry i reszta są tutaj.
Złapałam za małe urządzenie i nacisnęłam guzik. Według mnie to super sprawa takie coś, naciskasz przycisk a pielęgniarki wiedzą gdzie mają iść. To jest super, bardzo mi się podoba. Po może dwóch minutach w drzwiach pojawiła się pielęgniarka.
- Potrzebuje pani czegoś? - zapytała podchodząc.
- Um tak, chciałabym iść do łazienki. - powiedziałam.
- Dobrze, tylko pójdę po wózek. - powiedziała po czym wyszła. Wróciła po chwili pchając wózek. Zatrzymała go przy moim łóżku i pomogła mi na niego usiąść.
- Wszystko dobrze, możemy jechać? - zapytała. Kiwnęłam głową a starsza kobieta zaczęła pchać wózek w kierunku drzwi. Otworzyła je i wyjechała zemną na korytarz. Spojrzałam na bok i zobaczyłam moich przyjaciół. Spojrzałam na Harry'ego w którego oczach było widać smutek. Zignorowałam to i odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku. Pielęgniarka podjechała zemną pod drzwi do toalety, po czym je otworzyła i mnie tam zawiozła.
- Da pani sobie radę czy mam pomóc? - zapytała.
- Nie nie, jest okey, dam radę. - powiedziałam powoli wstając. Jedną ręką trzymałam się ściany a drugą otworzyłam drzwiczki do kabiny. Usiadłam na muszli klozetowej i załatwiłam swoją potrzebę. Znów usiadłam na wózku i podjechałam do umywalki, umyłam ręce i wyjechaliśmy z łazienki. Pielęgniarka zawiozła mnie do mojej sali i pomogła wejść do łóżka a gdy sprawdziła (po raz tysięczny chyba) kroplówkę to wyszła.Niedługo potem zjawił się Nick z moim laptopem i telefonem.
- Wybacz że tak długo, szybciej nie dałem rady bo chłopacy nie chcieli mi dać kluczy.- powiedział.
- Czemu niby? - zapytałam zdziwiona otwierając laptopa.
- Och, no wiesz, jestem obcy więc pewnie się bali że coś zrobię lub was okradnę. - powiedział.
- Oni są chyba powaleni, idioci. - powiedziałam zła. - Jak oni mogą tak o tobie myśleć?!
- Sandra spokojnie, nie denerwuj się. Po prostu też bym na ich miejscu pewnie tak zareagował, oni mnie nie znają. - powiedział. Wpisałam hasło do komputera po czym czekałam aż połączy się z internetem. W międzyczasie odblokowałam telefon i weszłam na twittera. Weszłam na swój profil i zobaczyłam jak pełno ludzi pisze o moim pobycie tutaj. Napisałam tweeta, że jestem w szpitalu ale wszystko jest w porządku i powinnam niedługo wyjść.
Na instagrama dodałam zdjęcie swojej szpitalnej pościeli. Pewnie sobie pomyślicie, że się chwale tym że jestem w szpitalu ale tak nie jest. Po prostu muszę coś od czasu pisać o moim życiu i co się u mnie dzieje. Inaczej gdybym wszystko ukrywała to paparazzi śledzili by mnie na każdym kroku i by wszędzie węszyli a tego nie chcę.
- I jak tam, co się dzieje w świecie? - zapytał Nick.
- Och, nic szczególnego tylko piszą o tym że wylądowałam w szpitalu. - powiedziałam.
- Się nie dziwie, jak wychodziłem ze szpitala stało tam pełno paparazzi. - powiedział. - Pytali się o ciebie i czy coś wiem ale nic nie powiedziałem tylko ich wyminąłem.
- To dobrze zrobiłeś, oni nie muszą wszystkiego wiedzieć. - uśmiechnęłam się do chłopaka i zaczęłam czytać inną wiadomość. Po chwili zniżyłam lekko kursor myszki i kliknęłam w artykuł. A nagłówek brzmiał "Sandra Stone w szpitalu! Czyżby to miało coś wspólnego z napadem?"
Skąd oni wiedzą o napadzie?! Momentalnie zbladłam a Nick złapał mnie za wolną dłoń i patrzał na moją twarz.
- Sandra? Coś się stało? Iść po lekarza? - zapytał. Kiwnęłam przecząco głową i postanowiłam zamknąć laptopa. Odłożyłam go na szafkę i ułożyłam się wygodnie.
- Nick? - zapytałam.
- Tak?
- Dlaczego to robisz? - zapytałam patrząc na niego.
- Co robię?
- Siedzisz zemną. - powiedziałam.
- Ponieważ jesteś moją przyjaciółką i się o ciebie martwię. - powiedział.
- Podczas gdy inni mają mnie gdzieś, ty tutaj jesteś i mi pomagasz. - powiedziałam.
- Jesteś dla mnie jak siostra, pamiętaj. - powiedział i mnie przytulił. Resztę dnia spędziłam na siedzeniu i rozmawianiu z Nickiem. Jednego razu przyszła reszta ale bez Harry'ego. Siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy. I tak oto minął mi cały dzień, nim się obejrzałam było po 22. Leżałam i myślałam póki nie zasnęłam..
*Dwa dni później*
Reszta mojego pobytu w szpitalu wyglądała tak samo, badania, odwiedziny, siedzenie na laptopie oraz komórce. Gdyby nie lekarz zanudziłabym się tutaj. Mógł nawet przyjść do mnie gdy po prostu poprosiłam go o przyjście bez szczególnego powodu. Siedział zemną i rozmawiał. Był strasznie miły. Dowiedziałam się że ma 50 lat, żonę oraz trójkę dzieci, dwóch synów i córkę. Oraz że niedawno został dziadkiem. Rozmawialiśmy tak dopóki nie przyszła jedna z pielęgniarek i nie zawołała go. Dzisiaj jest dzień mojego wyjścia ze szpitala. Doktor powiedział, że wyniki są dobre i nie ma sensu mnie trzymać. Ciesze się z tego, bo chyba bym tutaj umarła z nudów. Z moim chodzeniem jest odrobinę gorzej, ale jakoś daję radę. Przy każdym kroku czuje ból ale nie jest on taki duży. Dostaję lekarstwa głównie przeciwbólowe.
Właśnie stałam przy moim łóżku i pakowałam wszystkie moje rzeczy do torby. Nie było ich dużo, praktycznie nic. Nick był taki dobry, że gdy czegoś potrzebowałam on od razu to po jechał. Ten chłopak to skarb, we wszystkim mi pomagał.
- Jesteś gotowa? - zapytał brunet stając obok mnie. Przeleciałam wzrokiem po sali i kiwnęłam głową.
- Tak, raczej mam wszystko. Możemy iść. - powiedziałam patrząc na niego z uśmiechem. Nick odwzajemnił gest i złapał moją torbę. Jedną rękę owinął wokół mojej talli i pomógł iść. Skakałam na jednej nodze, tak było mi po prostu łatwiej. Wolałam to niż czuć ból.
Nick otworzył drzwi i razem wyszliśmy. Oczywiście wszyscy tutaj byli. Przeleciałam po każdym wzrokiem uśmiechając się, ale gdy zobaczyłam lodowate spojrzenie Harry'ego, mój uśmiech zszedł.
- Daj, ja wezmę, ty idź z Sandrą. - powiedziała Eleanor.
- Dam radę, poza tym dziewczyna nie powinna takich rzeczy nosić. - powiedział Nick.
- Nawet nie żartuj, nie jestem taka drobna. - powiedziała El i prawie wyrwała mu torbę. Zaśmiałam się i spojrzałam na Nicka.
- To co, idziemy po wypis i do domu? - zapytał.
- Tak. - odparłam z uśmiechem. Minęłam Harry'ego i razem weszliśmy do windy, na szczęście była pusta. Cały czas byłam podtrzymywana przez Nicka. Staliśmy z przodu. Obok mnie stanął Harry. Spojrzałam na niego a ten posłał mi smutne spojrzenie i spuścił głowę. Chwilę później winda zatrzymała się, a ja z pomocą Nicka podążyłam do recepcji. Mój doktor stał i rozmawiał z recepcjonistką. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i podszedł do nas.
- Jaka szkoda że pani już nas opuszcza. - powiedział z uśmiechem.
- Ta, wszyscy tutaj byli tacy mili, że nie chcę opuszczać tego miejsca ale muszę. - powiedziałam.
- Rozumiem panią. Nie będę już przedłużać i proszę, oto pani wypis oraz recepta. Z tyłu ma pani wszystko objaśnione, kiedy brać leki, jakie ilości. Dziękuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. - powiedział z uśmiechem i zdjął okulary.
- To ja dziękuję panu, za taką wspaniała opiekę, jest pan moim bohaterem. - powiedziałam. Wiem zabrzmiało to dziwnie ale taka prawda, gdyby nie on nie wiadomo czy bym żyła. Dzięki jego i zespołowi współpracy tutaj jestem.
- Jak zawsze powtarzam, to moja praca i nie ma za co dziękować. Do zobaczenia, pani Sandro. - powiedział i spojrzał na moich przyjaciół. - Opiekujcie się nią, jest uparta ale bardzo miła. - powiedział straszy mężczyzna a chłopacy przytaknęli. Lekarz odszedł a my podążyliśmy do wyjścia. Powiedziałam do recepcjonistki do widzenia i zamarłam. Przed szpitalem stało pełno ochroniarzy i mnóstwo paparazzi próbujących wejść do środka.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie kochani dzisiaj rozdział krótki, ale następny będzie ciekawszy obiecuje ;)) Do zobaczenia, ja spadam na koncert! ;*
- Ugh dlaczego tutaj jest tak nudno! - powiedziałam na głos. Rozejrzałam się po sali w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Nick błagam cię, przyjeżdżaj szybciej...
- Um, przepraszam panią ale ma pani gości. - usłyszałam czyiś głos. Spojrzałam na drzwi w których stała pielęgniarka. Z tyłu niej stali dwaj funkcjonariusze policji w mundurach. Ominęli pielęgniarkę i stanęli obok łóżka.
- Mogą panowie usiąść. - powiedziała cicho.
- Nie dziękujemy, postoimy. - powiedział jeden twardym głosem. Pielęgniarka pokiwała głową.
- Dobrze, więc zostawiam państwa samych. - powiedziała patrząc na nich a potem na mnie. - W razie czego proszę nas poinformować. - i wyszła. Spojrzałam na policjantów.
- Dzień Dobry. - powiedziałam cicho.
- Dzień Dobry, funkcjonariusz Mark i posterunkowy John. Chcieliśmy z panią porozmawiać na temat napadu na panią. - powiedział jeden.
- Dobrze, więc co panowie chcą wiedzieć? - zapytałam.
- Co się wydarzyło konkretnie. Wszystko od początku, każdy szczegół. - powiedział jak podejrzewam John.
- Och, więc.. siedziałam w domu z moimi przyjaciółmi gdy nagle zadzwoniła Samantha i powiedziała że wszyscy mają wyjść z domu tylko ja mam zostać. I jak powiedziała tak zrobiłam, czekałam na nią a gdy przyszła to zaczęłyśmy się kłócić i jednym razem wyskoczyła z nożem i mnie poraniła. Potem zaczęła mnie bić, pamiętam tylko jak usłyszałam syreny policyjne, wtedy straciłam przytomność. - powiedziałam. Mark wszystko zapisywał.
- A o co się panie pokłóciły? - zapytał John.
- Och, o takie stare rzeczy, jeszcze z czasów szkolnych. - powiedziałam.
- No dobrze, rozpatrywaliśmy pani sprawę, zna pani Simona Cowella? - zapytał Mark. Pokiwałam głową.
- To on nam pokazał te wszystkie groźby co pani dostawała, poprosił nas o pomoc, mieliśmy robić dochodzenie ale panna Moris już sama wpadła nam w ręce, szkoda że w taki sposób. - powiedział John badając mnie wzrokiem.
- A jak się pani czuje? - zapytał Mark.
- Jak na razie dobrze, ale boli mnie noga. - powiedziałam. - Czy to już wszystko?
- Tak, musimy już iść. Życzymy zdrowia, do zobaczenia. - powiedział John.
- Przepraszam, ale co teraz będzie z Samanthą? - zapytałam patrząc jak idą w stronę drzwi.
- Odbędzie się postępowanie w sprawie pani Moris i prawdopodobnie będzie ona miała wyrok, ale nic nie wiadomo. Sąd na pewno spojrzy na nią przychylnie, bo nie była jeszcze chyba karana. Musimy sprawdzić jej papiery, w razie czego będziemy dzwonić do pani. - powiedział Mark. - Do widzenia. - obaj wyszli. Opadłam na łóżko ciężko wzdychając. Zaczęłam z nudów robić sobie warkocza, gdzie ponownie go rozplątywałam i robiłam od nowa. Ciekawe czy Harry i reszta są tutaj.
Złapałam za małe urządzenie i nacisnęłam guzik. Według mnie to super sprawa takie coś, naciskasz przycisk a pielęgniarki wiedzą gdzie mają iść. To jest super, bardzo mi się podoba. Po może dwóch minutach w drzwiach pojawiła się pielęgniarka.
- Potrzebuje pani czegoś? - zapytała podchodząc.
- Um tak, chciałabym iść do łazienki. - powiedziałam.
- Dobrze, tylko pójdę po wózek. - powiedziała po czym wyszła. Wróciła po chwili pchając wózek. Zatrzymała go przy moim łóżku i pomogła mi na niego usiąść.
- Wszystko dobrze, możemy jechać? - zapytała. Kiwnęłam głową a starsza kobieta zaczęła pchać wózek w kierunku drzwi. Otworzyła je i wyjechała zemną na korytarz. Spojrzałam na bok i zobaczyłam moich przyjaciół. Spojrzałam na Harry'ego w którego oczach było widać smutek. Zignorowałam to i odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku. Pielęgniarka podjechała zemną pod drzwi do toalety, po czym je otworzyła i mnie tam zawiozła.
- Da pani sobie radę czy mam pomóc? - zapytała.
- Nie nie, jest okey, dam radę. - powiedziałam powoli wstając. Jedną ręką trzymałam się ściany a drugą otworzyłam drzwiczki do kabiny. Usiadłam na muszli klozetowej i załatwiłam swoją potrzebę. Znów usiadłam na wózku i podjechałam do umywalki, umyłam ręce i wyjechaliśmy z łazienki. Pielęgniarka zawiozła mnie do mojej sali i pomogła wejść do łóżka a gdy sprawdziła (po raz tysięczny chyba) kroplówkę to wyszła.Niedługo potem zjawił się Nick z moim laptopem i telefonem.
- Wybacz że tak długo, szybciej nie dałem rady bo chłopacy nie chcieli mi dać kluczy.- powiedział.
- Czemu niby? - zapytałam zdziwiona otwierając laptopa.
- Och, no wiesz, jestem obcy więc pewnie się bali że coś zrobię lub was okradnę. - powiedział.
- Oni są chyba powaleni, idioci. - powiedziałam zła. - Jak oni mogą tak o tobie myśleć?!
- Sandra spokojnie, nie denerwuj się. Po prostu też bym na ich miejscu pewnie tak zareagował, oni mnie nie znają. - powiedział. Wpisałam hasło do komputera po czym czekałam aż połączy się z internetem. W międzyczasie odblokowałam telefon i weszłam na twittera. Weszłam na swój profil i zobaczyłam jak pełno ludzi pisze o moim pobycie tutaj. Napisałam tweeta, że jestem w szpitalu ale wszystko jest w porządku i powinnam niedługo wyjść.
Na instagrama dodałam zdjęcie swojej szpitalnej pościeli. Pewnie sobie pomyślicie, że się chwale tym że jestem w szpitalu ale tak nie jest. Po prostu muszę coś od czasu pisać o moim życiu i co się u mnie dzieje. Inaczej gdybym wszystko ukrywała to paparazzi śledzili by mnie na każdym kroku i by wszędzie węszyli a tego nie chcę.
- I jak tam, co się dzieje w świecie? - zapytał Nick.
- Och, nic szczególnego tylko piszą o tym że wylądowałam w szpitalu. - powiedziałam.
- Się nie dziwie, jak wychodziłem ze szpitala stało tam pełno paparazzi. - powiedział. - Pytali się o ciebie i czy coś wiem ale nic nie powiedziałem tylko ich wyminąłem.
- To dobrze zrobiłeś, oni nie muszą wszystkiego wiedzieć. - uśmiechnęłam się do chłopaka i zaczęłam czytać inną wiadomość. Po chwili zniżyłam lekko kursor myszki i kliknęłam w artykuł. A nagłówek brzmiał "Sandra Stone w szpitalu! Czyżby to miało coś wspólnego z napadem?"
Skąd oni wiedzą o napadzie?! Momentalnie zbladłam a Nick złapał mnie za wolną dłoń i patrzał na moją twarz.
- Sandra? Coś się stało? Iść po lekarza? - zapytał. Kiwnęłam przecząco głową i postanowiłam zamknąć laptopa. Odłożyłam go na szafkę i ułożyłam się wygodnie.
- Nick? - zapytałam.
- Tak?
- Dlaczego to robisz? - zapytałam patrząc na niego.
- Co robię?
- Siedzisz zemną. - powiedziałam.
- Ponieważ jesteś moją przyjaciółką i się o ciebie martwię. - powiedział.
- Podczas gdy inni mają mnie gdzieś, ty tutaj jesteś i mi pomagasz. - powiedziałam.
- Jesteś dla mnie jak siostra, pamiętaj. - powiedział i mnie przytulił. Resztę dnia spędziłam na siedzeniu i rozmawianiu z Nickiem. Jednego razu przyszła reszta ale bez Harry'ego. Siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy. I tak oto minął mi cały dzień, nim się obejrzałam było po 22. Leżałam i myślałam póki nie zasnęłam..
*Dwa dni później*
Reszta mojego pobytu w szpitalu wyglądała tak samo, badania, odwiedziny, siedzenie na laptopie oraz komórce. Gdyby nie lekarz zanudziłabym się tutaj. Mógł nawet przyjść do mnie gdy po prostu poprosiłam go o przyjście bez szczególnego powodu. Siedział zemną i rozmawiał. Był strasznie miły. Dowiedziałam się że ma 50 lat, żonę oraz trójkę dzieci, dwóch synów i córkę. Oraz że niedawno został dziadkiem. Rozmawialiśmy tak dopóki nie przyszła jedna z pielęgniarek i nie zawołała go. Dzisiaj jest dzień mojego wyjścia ze szpitala. Doktor powiedział, że wyniki są dobre i nie ma sensu mnie trzymać. Ciesze się z tego, bo chyba bym tutaj umarła z nudów. Z moim chodzeniem jest odrobinę gorzej, ale jakoś daję radę. Przy każdym kroku czuje ból ale nie jest on taki duży. Dostaję lekarstwa głównie przeciwbólowe.
Właśnie stałam przy moim łóżku i pakowałam wszystkie moje rzeczy do torby. Nie było ich dużo, praktycznie nic. Nick był taki dobry, że gdy czegoś potrzebowałam on od razu to po jechał. Ten chłopak to skarb, we wszystkim mi pomagał.
- Jesteś gotowa? - zapytał brunet stając obok mnie. Przeleciałam wzrokiem po sali i kiwnęłam głową.
- Tak, raczej mam wszystko. Możemy iść. - powiedziałam patrząc na niego z uśmiechem. Nick odwzajemnił gest i złapał moją torbę. Jedną rękę owinął wokół mojej talli i pomógł iść. Skakałam na jednej nodze, tak było mi po prostu łatwiej. Wolałam to niż czuć ból.
Nick otworzył drzwi i razem wyszliśmy. Oczywiście wszyscy tutaj byli. Przeleciałam po każdym wzrokiem uśmiechając się, ale gdy zobaczyłam lodowate spojrzenie Harry'ego, mój uśmiech zszedł.
- Daj, ja wezmę, ty idź z Sandrą. - powiedziała Eleanor.
- Dam radę, poza tym dziewczyna nie powinna takich rzeczy nosić. - powiedział Nick.
- Nawet nie żartuj, nie jestem taka drobna. - powiedziała El i prawie wyrwała mu torbę. Zaśmiałam się i spojrzałam na Nicka.
- To co, idziemy po wypis i do domu? - zapytał.
- Tak. - odparłam z uśmiechem. Minęłam Harry'ego i razem weszliśmy do windy, na szczęście była pusta. Cały czas byłam podtrzymywana przez Nicka. Staliśmy z przodu. Obok mnie stanął Harry. Spojrzałam na niego a ten posłał mi smutne spojrzenie i spuścił głowę. Chwilę później winda zatrzymała się, a ja z pomocą Nicka podążyłam do recepcji. Mój doktor stał i rozmawiał z recepcjonistką. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i podszedł do nas.
- Jaka szkoda że pani już nas opuszcza. - powiedział z uśmiechem.
- Ta, wszyscy tutaj byli tacy mili, że nie chcę opuszczać tego miejsca ale muszę. - powiedziałam.
- Rozumiem panią. Nie będę już przedłużać i proszę, oto pani wypis oraz recepta. Z tyłu ma pani wszystko objaśnione, kiedy brać leki, jakie ilości. Dziękuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. - powiedział z uśmiechem i zdjął okulary.
- To ja dziękuję panu, za taką wspaniała opiekę, jest pan moim bohaterem. - powiedziałam. Wiem zabrzmiało to dziwnie ale taka prawda, gdyby nie on nie wiadomo czy bym żyła. Dzięki jego i zespołowi współpracy tutaj jestem.
- Jak zawsze powtarzam, to moja praca i nie ma za co dziękować. Do zobaczenia, pani Sandro. - powiedział i spojrzał na moich przyjaciół. - Opiekujcie się nią, jest uparta ale bardzo miła. - powiedział straszy mężczyzna a chłopacy przytaknęli. Lekarz odszedł a my podążyliśmy do wyjścia. Powiedziałam do recepcjonistki do widzenia i zamarłam. Przed szpitalem stało pełno ochroniarzy i mnóstwo paparazzi próbujących wejść do środka.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie kochani dzisiaj rozdział krótki, ale następny będzie ciekawszy obiecuje ;)) Do zobaczenia, ja spadam na koncert! ;*
sobota, 18 lipca 2015
Rozdział 71
Położyłem ciało Sandry na swoich kolanach i zacząłem płakać. Nie mogę jej stracić, nie mogę.
- Proszę się odsunąć. - usłyszałem czyiś twardy głos. Spojrzałem w bok i zobaczyłem ratownika medycznego obok którego stała jeszcze jedna kobieta i jeden mężczyzna. Odszedłem na bok a ci zaczęli ją "badać".
- Puls wyczuwalny, ale słabo. - powiedział jeden z nich. Zobaczyłem jak kobieta uciska Sandrze ranę na nodze a drugi ratownik wybiegł z pomieszczenia i po chwili wrócił z kołnierzem na szyję. Po co kołnierz skoro ona nie ma nic z kręgosłupem?
- Po co zakładacie jej kołnierz? - zapytałem.
- Musimy usztywnić jej szyję. - wyjaśnił ratownik zapinając go ostrożnie na jej szyi.
- Ale ona nie ma uszkodzonego kręgosłupa, nie spadła z dużej wysokości.
- Wiemy, ale nic nigdy nie wiadomo. - powiedział drugi ratownik. Ratowniczka teraz uciskała Sandrze ranę z tyłu nogi.
- Zabierzemy ją do szpitala, musi ją zbadać lekarz, może nawet być potrzebna operacja. - powiedział ratownik. Kobieta została z Sandrą a ci wyszli na zewnątrz po czym przyszli i położyli Sandrę na noszach. Wyprowadzili ją na zewnątrz i okryli jej ciało folią. Włożyli ją do karetki.
- Gdzie ją zabieracie? - zapytał Niall.
- Do szpitala św. Tomasza. - odpowiedział lekarz i wsiadł do karetki która po chwili odjechała włączając syreny.
Odwróciłem się do przyjaciół oraz Nicka. Nawet zapomniałem że on tu jest.
- Jedziemy tam. - powiedziałem twardo i wbiegłem do domu. Zgarnąłem kluczyki z szafki i wybiegłem na dwór. Wsiadłem do naszego wspólnego auta (mieszczącego ok. 10 osób) i czekałem na przyjaciół. Gdy już wsiedli, chciałem ruszyć ale Lou mnie zatrzymał.
- Harry może ja poprowadzę? Jesteś roztrzęsiony i nie powinieneś prowadzić samochodu w takim stanie. - zaproponował Louis. Rzeczywiście, ręce trzęsły mi się niemiłosiernie i do tego byłem tak zdenerwowany że mógłbym kogoś zabić gdyby mnie wkurzył.
- Nie dam radę. - powiedziałem ostro.
- Nie wydaje mi się. Za chwilę my będziemy w szpitalu, ale nie własnym autem tylko karetką. - powiedział Louis. Wkurzony otworzyłem drzwi i wysiadłem z pojazdu. Usiadłem z tyłu i trzasnąłem drzwiami.
- Jedz. - rozkazałem wkurzony. Louis ruszył z piskiem opon i wjechał na główną ulicę. Wyprzedzał auta ale gdy stanęliśmy na czerwonym myślałem że wybuchnę.
- Jedz, nie zwracaj uwagi na to światło. - powiedziałem do bruneta.
- Harry chcesz żebym dostał mandat? - zapytał całkowicie spokojny.
- W dupie mam mandat, jedz już! - krzyknąłem a na zawołanie zrobiło się zielone światło. Louis znów ruszył. Do szpitala dotarliśmy w przeciągu 10 minut. Gdy brunet wjechał na plac szpitala i zaparkował, wybiegłem z samochodu jak oparzony i wszedłem do recepcji.
- Dzień Dobry, przywieziono tutaj Sandrę Stone. - powiedziałem trochę zdyszany. Starsza kobieta spojrzała na monitor komputera.
- Tak, zgadza się. - powiedziała.
- Gdzie ona jest? - zapytałem.
- Przepraszam, ale kim pan jest? - zapytała.
- Jej narzeczonym. - powiedziałem a kobieta pokiwała głową i wystukała coś na klawiaturze.
- Panna Stone leży w sali 230 na drugim piętrze. Musi pan jechać windą. Tam musi pan poczekać, właśnie lekarze walczą o jej życie. - powiedziała a ja zbladłem.
- J-jak to walczą o-o życie? - zapytałem jąkając się.
- Pani Sandra straciła dużo krwi. Proszę zapytać lekarza, życze powodzenia. - uśmiechnęła się przyjaźnie. Odszedłem od recepcji i poszedłem w kierunku windy. Poczułem rękę na ramieniu. Kliknąłem na przycisk przywołujący windę i obróciłem się. Zobaczyłem moich przyjaciół.
- Gdzie ona jest? - zapytała Danielle.
- W sali 230, właśnie tam jadę. - powiedziałem a winda rozsunęła się. Akurat nikogo nie było. Wsiedliśmy do windy.
- A nie ma ograniczenia osobowego? - zapytałem.
- Jest, może wejść max dziesięć osób. A nas jest dziewięcioro. - powiedział Zayn. Pokiwałem głową i wybrałem odpowiednie piętro. Po niespełna minucie dotarliśmy na wskazane piętro. Popędziłem szukać sali 230 a gdy ją znalazłem, od razu chwyciłem za klamkę. W tej samej chwili również ktoś ją chwycił, ale po przeciwnej stronie. Puściłem klamkę i zobaczyłem jak drzwi się otwierają i wychodzi z nich lekarz. Ten sam który badał Sandrę gdy się pocięła.
- Och, dzień dobry. - powiedziałem zdziwiony. Lekarz uśmiechnął się lekko.
- Dzień dobry panie Styles. - odpowiedział i uścisnął mi rękę. Zachowywaliśmy się w tej chwili jakbyśmy znali się parę lat a w rzeczywistości tak nie było.
- Co jest z Sandrą, jak ona się czuje? - zapytałem.
- Na razie jej stan jest dość poważny, straciła dużo krwi. W końcu dwie duże rany na nodze robią swoje. - powiedział.
- Ona wyjdzie z tego? - zapytałem pełny obaw.
- Tak, ale nie wykluczamy najgorszego. Sandra niedługo będzie miała operację, musimy zszyć rany. Ale na razie zatamowaliśmy krwawienie i czuje się dobrze. Przed chwilą wybudziła się więc możecie do niej wejść, tylko nie męczcie jej, jest bardzo osłabiona. - powiedział.
- Dziękuję panie doktorze. - powiedziałem. Doktor uśmiechnął się przyjaźnie.
- Nie ma za co dziękować, to moja praca. - powiedział i odszedł. Złapałem za klamkę i wszedłem do pokoju. Sandra leżała na białej pościeli podłączona do różnych aparatur. Spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami i uśmiechnęła się. Wszedłem w głąb pomieszczenia a moi przyjaciele zrobili to samo.
- Cześć kochanie, jak się czujesz? - zapytała El.
- Jest dobrze, ale boje się. - powiedziała słabo.
- Czego? Nic ci tutaj nie grozi, zabrali Samanthę na komendę. - powiedziałem. Zobaczyłem jak Nick wyprzedza wszystkich i siada na krzesełku obok łóżka Sandry. Złapał brunetkę za rękę a ja spiąłem się.
- Boję się zabiegu. Będe mieć blizny, mój szef mnie zabije, tak samo jak z rękami. - powiedziała dziewczyna i spojrzała na swoje ręce.
- Przecież nic nie widać. - powiedział Nick. - A właśnie.. przepraszam cię tak bardzo, wiem że to nic nie da ale ja nie wiedziałem nic o tych groźbach, była trochę tajemnicza ale nie podejrzewałem że ona byłaby do czegoś takiego zdolna. Mam nadzieję że będziesz mnie chciała dalej znać. - powiedział Nick.
- Oczywiście że tak Nick. Jesteś moim przyjacielem i nie mam zamiaru cie zostawić tylko z tego powodu że twoja dziewczyna a moja przyjaciółka coś sobie uroiła i chce mnie zabić. - powiedziała Sandra. Nick rozpromieniał od razu i przytulił brunetkę. Ta również go objęła i uśmiechnęła się szczerze.
- Nick ma rację, na rękach nic nie widać a o nogę się nie martw, na pewno są jakieś sposoby żeby zakryć blizny. - powiedziałem.
- Poza tym, kiedy masz operację? - zapytała Pezz.
- Lekarz do mnie przyjdzie, ale raczej dzisiaj. - powiedziała. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy z nią gdy do pomieszczenia wszedł lekarz.
- Dobrze proszę pani, już wszystko jest przygotowane do operacji tylko wystarczy pani zgoda. - powiedział i położył przed Sandrą jakąś kartkę.
- Doktorze a będą po tym blizny? - zapytała z obawą.
- Wie pani, nie gwarantujemy stuprocentowej pewności że ich nie będzie, ale będą blizny, jak już to takie małe więc proszę się nie obawiać, krwawienie z pani nogi było mocne ale sama rana nie była bardzo duża. - wytłumaczył doktor a Sandra podpisała zgodę.
- Dobrze, więc za chwilę przyjadą po panią pielęgniarki i przygotują do zabiegu a państwo proszę o opuszczenie pokoju. - powiedział a my całą dziewiątką wyszliśmy z pomieszczenia. Usiadłem na krzesełku i schowałem twarz w dłoniach.
Do sali Sandry weszły dwie pielęgniarki a po chwili wyszły z niej razem z Sandrą. Leżała na łóżku.Wstałem szybko z krzesełka i podbiegłem do dziewczyny. Ale niestety, ktoś mnie wyprzedził. Tym kimś był Nick. Złapał ją za rękę a mi się zrobiło gorąco. Przywale mu, jeszcze chwile.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - powiedział do niej brunet. Ja szedłem z tyłu.
- Mam nadzieję. - odpowiedziała Sandra a po chwili zniknęła za drzwiami zabiegowymi. Już dalej nie mogliśmy iść. Znów usiadłem na krzesełku, a Nick obok mnie.Reszta przyjaciół stała pod ścianą.
Czekaliśmy długo, ale po około półtorej godziny wyszedł lekarz.
- I co z nią? - zapytałem podchodząc do lekarza.
- Zszyliśmy ranę, blizna nie będzie taka duża jak podejrzewałem, pani Sandra jest teraz w narkozie, ale powinna się niedługo obudzić.
- A kiedy będzie mogła wyjść? - zapytałem. Lekarz przez chwilę się zastanowił i odpowiedział.
- Zostawimy ją tutaj dwa lub trzy dni na obserwacji i badaniach. - powiedział. Pokiwałem głową i poszedłem w kierunku sali Sandry. Na szczęście gabinet zabiegowy jest na tym piętrze.
*Oczami Sandry*
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem w sali. Od razu przypomniałam sobie zabieg i odkryłam pierzynę. Moich oczom ukazał się wielki opatrunek. Poruszyłam nogą która prawie nie bolała. Właśnie, prawie. A tak na prawdę bolało jak cholera. Syknęłam z bólu i okryłam swoje nogi. Położyłam się wygodnie na łóżku i zamknęłam oczy. Nurtowało mnie jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego akurat ja? Nie rozumiem tego, Samantha mogła mi o tym powiedzieć a nie od razu chcieć mnie zabić! Traktowałam ją jak przyjaciółkę a ona zrobiła coś takiego..
- Potrzebuje pani czegoś? - usłyszałam głos pielęgniarki. Otworzyłam oczy i skierowałam wzrok na jej osobę.
- Nie dziękuję, mam wszystko co mi potrzeba. - powiedziałam uśmiechając się. Starsza kobieta odwzajemniła gest i sprawdziła kroplówkę po czym wyszła. W tym szpitalu pielęgniarki są na prawdę miłe. Dbają o mnie, przychodzą i pytają się czy czegoś mi nie potrzeba. Mogę z nimi nawet porozmawiać. Na prawdę ciesze się że trafiłam do tego szpitala a nie innego.
- Dzień dobry, jak się pani czuje? - powiedział doktor wchodząc do sali.
- Mogło być lepiej. - odpowiedziałam obojętnie. - Doktorze a jak operacja?
- Och, dobrze że pani spytała. Wszystko poszło po mojej myśli, nie było żadnych komplikacji, blizna nie będzie taka duża jak myślałem więc nie ma powodów do obaw. - powiedział sprawdzając moją kartę.
- Ile tutaj jeszcze zostanę? - zapytałam.
- Dwa lub trzy dni, musi pani zostać na obserwacji i badaniach. - powiedział doktor. Kiwnęłam głową.
- Mógłby pan zawołać tutaj Harry'ego? - zapytała lekarza. Ten lekko się uśmiechnął.
- Oczywiście. - powiedział i wyszedł z pokoju w którym po chwili znalazł się mój chłopak. Usiadł na krzesełku obok łóżka i splótł nasze palce razem.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Jak gówno, ale daje radę. - wysiliłam się na uśmiech. Harry westchnął i pokiwał głową.
- Nie martw się, ta suka zgnije w więzieniu. - powiedział lokowaty.
- Tak, ale to nie zmienia faktu że ona nie jest moją przyjaciółką. - powiedziałam a Hazz spojrzał na mnie z zdezorientowaną miną.
- Co? Po tym wszystkim ty nazywasz ją przyjaciółką? Czy ty siebie słyszysz?! - podniósł głos.
- Znałyśmy się od zerówki Harry! Wiele razem przeszłyśmy, znamy się jak nikt! - również podniosłam ton.
- Posłuchaj siebie dziewczyno, jak możesz nazywać przyjaciółką osobę, która chciała cię zabić, pomyśl trochę! - wykrzyczał.
- Normalnie, ona zawsze przy mnie była rozumiesz, zawsze! Kiedy nikogo nie było, kiedy pokłóciłam się z rodzicami lub kimś innym ona była i mnie pocieszała!
- Och zamknij się już, nie mam zamiaru tego słuchać jaka to ona nie była dobra. - powiedział obojętnie Hazz a ja skamieniałam.
- C-co? - zapytałam zszokowana. - Powiedziałeś że mam się zamknąć?! - poczułam jak do moich oczu napłynęły łzy.
- Nie Sandra, wybacz ja...
- Wyjdź, nie chce cię widzieć! Wynoś się. - Harry wyszedł a ja odwróciłam się na bok. Wpatrywałam się w okno gdzie z nieba spadały pojedyncze płatki śniegu. Pierwszy śnieg. Zaczęłam płakać.
- Sandra? - usłyszałam męski głos. Nawet nie mogę mieć chwili spokoju. - Mogę wejść?
- Ym ta, jasne. - usiadłam w pozycji siedzącej. Spojrzałam na Nicka.- Siadaj. - uśmiechnęłam się wycierając policzki. Nick usiadł na krzesełku gdzie wcześniej siedział Harry.
- Płakałaś? - zapytał przyglądając mi się.
- Nie, po prostu się wzruszyłam, zaczął padać pierwszy śnieg a ja leże w szpitalu. Widzisz? - pokazałam palcem na okno lekko się uśmiechając. Nick mi nie uwierzył, bo cały czas patrzał na moją twarz.
- Nie oszukasz mnie, powiedz prawdę Sandra. Znam cię nie od dziś. - powiedział. Westchnęłam.
- Pokłóciłam się z Harry'm. - powiedziałam.
- Tak myślałem, gdy od ciebie wyszedł dostał jakiejś furii i zaczął wyżywać się na biednej ścianie. Gdy pytaliśmy się go co się stało to nie chciał nic powiedzieć. - wyjaśnił brunet.
- Och. - tylko to udało mi się powiedzieć.
- Więc, wytłumaczysz mi o co chodzi? - zapytał patrząc na mnie.
- Nick, ja nie wiem czy powinnam..
- Sandra, możesz mi zaufać. - złapał moją dłoń. Spojrzałam w jego oczy.
- Och, no dobrze.. Więc, pokłóciłam się z Harry'm o Samanthę. - westchnęłam. - Powiedziałam że mimo tego co mi zrobiła to nadal jest moją przyjaciółką, znamy się szmat czasu. A Harry się wściekł i kazał mi się zamknąć. - powiedziałam.
- Dupek. - powiedział Nick.
- Racja, słuchaj wiesz może gdzie jest mój telefon? - zapytałam zmieniając temat. Nie mam zamiaru o tym dalej gadać.
- Nie mam pojęcia, wydaje mi się że został w domu. Jechać po niego? - zapytał.
- Nie no coś ty, przecież nie będziesz jechał taki kawał drogi po głupi telefon. - powiedziałam.
- Daj spokój, chociaż coś chce dla ciebie zrobić. Pojadę po niego, a coś jeszcze potrzebujesz? - zapytał wstając z miejsca.
- Och no okey, a jak już byś mógł to zabierz też mojego laptopa dobrze? - zapytałam a Nick uśmiechnął się.
- No tak, maniaczka internetowa. - zaśmiał się. - Przyniosę ci go.
- Nie jestem maniaczką. - skrzyżowałam ręce pod biustem.
- Tak tak, dobra ja jadę, będę niedługo. - powiedział i dał mi całusa w policzek. - Nie obrażaj się już. - powiedział i wyszedł. Położyłam się na łóżku.Niedługo święta a ja nie wiem nawet czy będę w stanie chodzić.
- Przepraszam ale przyniosłam pani obiad. - pielęgniarka postawiła na szafkę talerz z zupą. - Smacznego. - uśmiechnęła się i wyszła. Spojrzałam na jedzenie. Zjeść czy nie? Nie wiem, ale nie cierpię szpitalnego jedzenia, jest sztuczne i bez smaku. A może jednak..
Wzięłam talerz z szafki i postawiłam go na specjalnym stoliczku. Ułożyłam się wygodnie i posmakowałam dania. Nie było aż takie złe jak na szpitalne jedzenie, ale nie byłam głodna.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie kochani! Trochę się rozpisałam, ale pisałam rozdział jak miałam chociaż trochę wolnego czasu ;) Jak tam mijają wam wakacje? Mi wspaniale :) Powróciłam już i startuje z blogiem z nową weną, mam nadzieję że się cieszycie :) Piszcie swoje opinie w komentarzach i do następnego!
Ps. Raczej scena z ratownikami mi nie wyszła bo nie znam się na tym, ale mam nadzieję że jest to znośne.
Jeśli przeczytałeś/aś zostaw ślad po sobie w postaci komentarza!
- Proszę się odsunąć. - usłyszałem czyiś twardy głos. Spojrzałem w bok i zobaczyłem ratownika medycznego obok którego stała jeszcze jedna kobieta i jeden mężczyzna. Odszedłem na bok a ci zaczęli ją "badać".
- Puls wyczuwalny, ale słabo. - powiedział jeden z nich. Zobaczyłem jak kobieta uciska Sandrze ranę na nodze a drugi ratownik wybiegł z pomieszczenia i po chwili wrócił z kołnierzem na szyję. Po co kołnierz skoro ona nie ma nic z kręgosłupem?
- Po co zakładacie jej kołnierz? - zapytałem.
- Musimy usztywnić jej szyję. - wyjaśnił ratownik zapinając go ostrożnie na jej szyi.
- Ale ona nie ma uszkodzonego kręgosłupa, nie spadła z dużej wysokości.
- Wiemy, ale nic nigdy nie wiadomo. - powiedział drugi ratownik. Ratowniczka teraz uciskała Sandrze ranę z tyłu nogi.
- Zabierzemy ją do szpitala, musi ją zbadać lekarz, może nawet być potrzebna operacja. - powiedział ratownik. Kobieta została z Sandrą a ci wyszli na zewnątrz po czym przyszli i położyli Sandrę na noszach. Wyprowadzili ją na zewnątrz i okryli jej ciało folią. Włożyli ją do karetki.
- Gdzie ją zabieracie? - zapytał Niall.
- Do szpitala św. Tomasza. - odpowiedział lekarz i wsiadł do karetki która po chwili odjechała włączając syreny.
Odwróciłem się do przyjaciół oraz Nicka. Nawet zapomniałem że on tu jest.
- Jedziemy tam. - powiedziałem twardo i wbiegłem do domu. Zgarnąłem kluczyki z szafki i wybiegłem na dwór. Wsiadłem do naszego wspólnego auta (mieszczącego ok. 10 osób) i czekałem na przyjaciół. Gdy już wsiedli, chciałem ruszyć ale Lou mnie zatrzymał.
- Harry może ja poprowadzę? Jesteś roztrzęsiony i nie powinieneś prowadzić samochodu w takim stanie. - zaproponował Louis. Rzeczywiście, ręce trzęsły mi się niemiłosiernie i do tego byłem tak zdenerwowany że mógłbym kogoś zabić gdyby mnie wkurzył.
- Nie dam radę. - powiedziałem ostro.
- Nie wydaje mi się. Za chwilę my będziemy w szpitalu, ale nie własnym autem tylko karetką. - powiedział Louis. Wkurzony otworzyłem drzwi i wysiadłem z pojazdu. Usiadłem z tyłu i trzasnąłem drzwiami.
- Jedz. - rozkazałem wkurzony. Louis ruszył z piskiem opon i wjechał na główną ulicę. Wyprzedzał auta ale gdy stanęliśmy na czerwonym myślałem że wybuchnę.
- Jedz, nie zwracaj uwagi na to światło. - powiedziałem do bruneta.
- Harry chcesz żebym dostał mandat? - zapytał całkowicie spokojny.
- W dupie mam mandat, jedz już! - krzyknąłem a na zawołanie zrobiło się zielone światło. Louis znów ruszył. Do szpitala dotarliśmy w przeciągu 10 minut. Gdy brunet wjechał na plac szpitala i zaparkował, wybiegłem z samochodu jak oparzony i wszedłem do recepcji.
- Dzień Dobry, przywieziono tutaj Sandrę Stone. - powiedziałem trochę zdyszany. Starsza kobieta spojrzała na monitor komputera.
- Tak, zgadza się. - powiedziała.
- Gdzie ona jest? - zapytałem.
- Przepraszam, ale kim pan jest? - zapytała.
- Jej narzeczonym. - powiedziałem a kobieta pokiwała głową i wystukała coś na klawiaturze.
- Panna Stone leży w sali 230 na drugim piętrze. Musi pan jechać windą. Tam musi pan poczekać, właśnie lekarze walczą o jej życie. - powiedziała a ja zbladłem.
- J-jak to walczą o-o życie? - zapytałem jąkając się.
- Pani Sandra straciła dużo krwi. Proszę zapytać lekarza, życze powodzenia. - uśmiechnęła się przyjaźnie. Odszedłem od recepcji i poszedłem w kierunku windy. Poczułem rękę na ramieniu. Kliknąłem na przycisk przywołujący windę i obróciłem się. Zobaczyłem moich przyjaciół.
- Gdzie ona jest? - zapytała Danielle.
- W sali 230, właśnie tam jadę. - powiedziałem a winda rozsunęła się. Akurat nikogo nie było. Wsiedliśmy do windy.
- A nie ma ograniczenia osobowego? - zapytałem.
- Jest, może wejść max dziesięć osób. A nas jest dziewięcioro. - powiedział Zayn. Pokiwałem głową i wybrałem odpowiednie piętro. Po niespełna minucie dotarliśmy na wskazane piętro. Popędziłem szukać sali 230 a gdy ją znalazłem, od razu chwyciłem za klamkę. W tej samej chwili również ktoś ją chwycił, ale po przeciwnej stronie. Puściłem klamkę i zobaczyłem jak drzwi się otwierają i wychodzi z nich lekarz. Ten sam który badał Sandrę gdy się pocięła.
- Och, dzień dobry. - powiedziałem zdziwiony. Lekarz uśmiechnął się lekko.
- Dzień dobry panie Styles. - odpowiedział i uścisnął mi rękę. Zachowywaliśmy się w tej chwili jakbyśmy znali się parę lat a w rzeczywistości tak nie było.
- Co jest z Sandrą, jak ona się czuje? - zapytałem.
- Na razie jej stan jest dość poważny, straciła dużo krwi. W końcu dwie duże rany na nodze robią swoje. - powiedział.
- Ona wyjdzie z tego? - zapytałem pełny obaw.
- Tak, ale nie wykluczamy najgorszego. Sandra niedługo będzie miała operację, musimy zszyć rany. Ale na razie zatamowaliśmy krwawienie i czuje się dobrze. Przed chwilą wybudziła się więc możecie do niej wejść, tylko nie męczcie jej, jest bardzo osłabiona. - powiedział.
- Dziękuję panie doktorze. - powiedziałem. Doktor uśmiechnął się przyjaźnie.
- Nie ma za co dziękować, to moja praca. - powiedział i odszedł. Złapałem za klamkę i wszedłem do pokoju. Sandra leżała na białej pościeli podłączona do różnych aparatur. Spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami i uśmiechnęła się. Wszedłem w głąb pomieszczenia a moi przyjaciele zrobili to samo.
- Cześć kochanie, jak się czujesz? - zapytała El.
- Jest dobrze, ale boje się. - powiedziała słabo.
- Czego? Nic ci tutaj nie grozi, zabrali Samanthę na komendę. - powiedziałem. Zobaczyłem jak Nick wyprzedza wszystkich i siada na krzesełku obok łóżka Sandry. Złapał brunetkę za rękę a ja spiąłem się.
- Boję się zabiegu. Będe mieć blizny, mój szef mnie zabije, tak samo jak z rękami. - powiedziała dziewczyna i spojrzała na swoje ręce.
- Przecież nic nie widać. - powiedział Nick. - A właśnie.. przepraszam cię tak bardzo, wiem że to nic nie da ale ja nie wiedziałem nic o tych groźbach, była trochę tajemnicza ale nie podejrzewałem że ona byłaby do czegoś takiego zdolna. Mam nadzieję że będziesz mnie chciała dalej znać. - powiedział Nick.
- Oczywiście że tak Nick. Jesteś moim przyjacielem i nie mam zamiaru cie zostawić tylko z tego powodu że twoja dziewczyna a moja przyjaciółka coś sobie uroiła i chce mnie zabić. - powiedziała Sandra. Nick rozpromieniał od razu i przytulił brunetkę. Ta również go objęła i uśmiechnęła się szczerze.
- Nick ma rację, na rękach nic nie widać a o nogę się nie martw, na pewno są jakieś sposoby żeby zakryć blizny. - powiedziałem.
- Poza tym, kiedy masz operację? - zapytała Pezz.
- Lekarz do mnie przyjdzie, ale raczej dzisiaj. - powiedziała. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy z nią gdy do pomieszczenia wszedł lekarz.
- Dobrze proszę pani, już wszystko jest przygotowane do operacji tylko wystarczy pani zgoda. - powiedział i położył przed Sandrą jakąś kartkę.
- Doktorze a będą po tym blizny? - zapytała z obawą.
- Wie pani, nie gwarantujemy stuprocentowej pewności że ich nie będzie, ale będą blizny, jak już to takie małe więc proszę się nie obawiać, krwawienie z pani nogi było mocne ale sama rana nie była bardzo duża. - wytłumaczył doktor a Sandra podpisała zgodę.
- Dobrze, więc za chwilę przyjadą po panią pielęgniarki i przygotują do zabiegu a państwo proszę o opuszczenie pokoju. - powiedział a my całą dziewiątką wyszliśmy z pomieszczenia. Usiadłem na krzesełku i schowałem twarz w dłoniach.
Do sali Sandry weszły dwie pielęgniarki a po chwili wyszły z niej razem z Sandrą. Leżała na łóżku.Wstałem szybko z krzesełka i podbiegłem do dziewczyny. Ale niestety, ktoś mnie wyprzedził. Tym kimś był Nick. Złapał ją za rękę a mi się zrobiło gorąco. Przywale mu, jeszcze chwile.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - powiedział do niej brunet. Ja szedłem z tyłu.
- Mam nadzieję. - odpowiedziała Sandra a po chwili zniknęła za drzwiami zabiegowymi. Już dalej nie mogliśmy iść. Znów usiadłem na krzesełku, a Nick obok mnie.Reszta przyjaciół stała pod ścianą.
Czekaliśmy długo, ale po około półtorej godziny wyszedł lekarz.
- I co z nią? - zapytałem podchodząc do lekarza.
- Zszyliśmy ranę, blizna nie będzie taka duża jak podejrzewałem, pani Sandra jest teraz w narkozie, ale powinna się niedługo obudzić.
- A kiedy będzie mogła wyjść? - zapytałem. Lekarz przez chwilę się zastanowił i odpowiedział.
- Zostawimy ją tutaj dwa lub trzy dni na obserwacji i badaniach. - powiedział. Pokiwałem głową i poszedłem w kierunku sali Sandry. Na szczęście gabinet zabiegowy jest na tym piętrze.
*Oczami Sandry*
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem w sali. Od razu przypomniałam sobie zabieg i odkryłam pierzynę. Moich oczom ukazał się wielki opatrunek. Poruszyłam nogą która prawie nie bolała. Właśnie, prawie. A tak na prawdę bolało jak cholera. Syknęłam z bólu i okryłam swoje nogi. Położyłam się wygodnie na łóżku i zamknęłam oczy. Nurtowało mnie jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego akurat ja? Nie rozumiem tego, Samantha mogła mi o tym powiedzieć a nie od razu chcieć mnie zabić! Traktowałam ją jak przyjaciółkę a ona zrobiła coś takiego..
- Potrzebuje pani czegoś? - usłyszałam głos pielęgniarki. Otworzyłam oczy i skierowałam wzrok na jej osobę.
- Nie dziękuję, mam wszystko co mi potrzeba. - powiedziałam uśmiechając się. Starsza kobieta odwzajemniła gest i sprawdziła kroplówkę po czym wyszła. W tym szpitalu pielęgniarki są na prawdę miłe. Dbają o mnie, przychodzą i pytają się czy czegoś mi nie potrzeba. Mogę z nimi nawet porozmawiać. Na prawdę ciesze się że trafiłam do tego szpitala a nie innego.
- Dzień dobry, jak się pani czuje? - powiedział doktor wchodząc do sali.
- Mogło być lepiej. - odpowiedziałam obojętnie. - Doktorze a jak operacja?
- Och, dobrze że pani spytała. Wszystko poszło po mojej myśli, nie było żadnych komplikacji, blizna nie będzie taka duża jak myślałem więc nie ma powodów do obaw. - powiedział sprawdzając moją kartę.
- Ile tutaj jeszcze zostanę? - zapytałam.
- Dwa lub trzy dni, musi pani zostać na obserwacji i badaniach. - powiedział doktor. Kiwnęłam głową.
- Mógłby pan zawołać tutaj Harry'ego? - zapytała lekarza. Ten lekko się uśmiechnął.
- Oczywiście. - powiedział i wyszedł z pokoju w którym po chwili znalazł się mój chłopak. Usiadł na krzesełku obok łóżka i splótł nasze palce razem.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Jak gówno, ale daje radę. - wysiliłam się na uśmiech. Harry westchnął i pokiwał głową.
- Nie martw się, ta suka zgnije w więzieniu. - powiedział lokowaty.
- Tak, ale to nie zmienia faktu że ona nie jest moją przyjaciółką. - powiedziałam a Hazz spojrzał na mnie z zdezorientowaną miną.
- Co? Po tym wszystkim ty nazywasz ją przyjaciółką? Czy ty siebie słyszysz?! - podniósł głos.
- Znałyśmy się od zerówki Harry! Wiele razem przeszłyśmy, znamy się jak nikt! - również podniosłam ton.
- Posłuchaj siebie dziewczyno, jak możesz nazywać przyjaciółką osobę, która chciała cię zabić, pomyśl trochę! - wykrzyczał.
- Normalnie, ona zawsze przy mnie była rozumiesz, zawsze! Kiedy nikogo nie było, kiedy pokłóciłam się z rodzicami lub kimś innym ona była i mnie pocieszała!
- Och zamknij się już, nie mam zamiaru tego słuchać jaka to ona nie była dobra. - powiedział obojętnie Hazz a ja skamieniałam.
- C-co? - zapytałam zszokowana. - Powiedziałeś że mam się zamknąć?! - poczułam jak do moich oczu napłynęły łzy.
- Nie Sandra, wybacz ja...
- Wyjdź, nie chce cię widzieć! Wynoś się. - Harry wyszedł a ja odwróciłam się na bok. Wpatrywałam się w okno gdzie z nieba spadały pojedyncze płatki śniegu. Pierwszy śnieg. Zaczęłam płakać.
- Sandra? - usłyszałam męski głos. Nawet nie mogę mieć chwili spokoju. - Mogę wejść?
- Ym ta, jasne. - usiadłam w pozycji siedzącej. Spojrzałam na Nicka.- Siadaj. - uśmiechnęłam się wycierając policzki. Nick usiadł na krzesełku gdzie wcześniej siedział Harry.
- Płakałaś? - zapytał przyglądając mi się.
- Nie, po prostu się wzruszyłam, zaczął padać pierwszy śnieg a ja leże w szpitalu. Widzisz? - pokazałam palcem na okno lekko się uśmiechając. Nick mi nie uwierzył, bo cały czas patrzał na moją twarz.
- Nie oszukasz mnie, powiedz prawdę Sandra. Znam cię nie od dziś. - powiedział. Westchnęłam.
- Pokłóciłam się z Harry'm. - powiedziałam.
- Tak myślałem, gdy od ciebie wyszedł dostał jakiejś furii i zaczął wyżywać się na biednej ścianie. Gdy pytaliśmy się go co się stało to nie chciał nic powiedzieć. - wyjaśnił brunet.
- Och. - tylko to udało mi się powiedzieć.
- Więc, wytłumaczysz mi o co chodzi? - zapytał patrząc na mnie.
- Nick, ja nie wiem czy powinnam..
- Sandra, możesz mi zaufać. - złapał moją dłoń. Spojrzałam w jego oczy.
- Och, no dobrze.. Więc, pokłóciłam się z Harry'm o Samanthę. - westchnęłam. - Powiedziałam że mimo tego co mi zrobiła to nadal jest moją przyjaciółką, znamy się szmat czasu. A Harry się wściekł i kazał mi się zamknąć. - powiedziałam.
- Dupek. - powiedział Nick.
- Racja, słuchaj wiesz może gdzie jest mój telefon? - zapytałam zmieniając temat. Nie mam zamiaru o tym dalej gadać.
- Nie mam pojęcia, wydaje mi się że został w domu. Jechać po niego? - zapytał.
- Nie no coś ty, przecież nie będziesz jechał taki kawał drogi po głupi telefon. - powiedziałam.
- Daj spokój, chociaż coś chce dla ciebie zrobić. Pojadę po niego, a coś jeszcze potrzebujesz? - zapytał wstając z miejsca.
- Och no okey, a jak już byś mógł to zabierz też mojego laptopa dobrze? - zapytałam a Nick uśmiechnął się.
- No tak, maniaczka internetowa. - zaśmiał się. - Przyniosę ci go.
- Nie jestem maniaczką. - skrzyżowałam ręce pod biustem.
- Tak tak, dobra ja jadę, będę niedługo. - powiedział i dał mi całusa w policzek. - Nie obrażaj się już. - powiedział i wyszedł. Położyłam się na łóżku.Niedługo święta a ja nie wiem nawet czy będę w stanie chodzić.
- Przepraszam ale przyniosłam pani obiad. - pielęgniarka postawiła na szafkę talerz z zupą. - Smacznego. - uśmiechnęła się i wyszła. Spojrzałam na jedzenie. Zjeść czy nie? Nie wiem, ale nie cierpię szpitalnego jedzenia, jest sztuczne i bez smaku. A może jednak..
Wzięłam talerz z szafki i postawiłam go na specjalnym stoliczku. Ułożyłam się wygodnie i posmakowałam dania. Nie było aż takie złe jak na szpitalne jedzenie, ale nie byłam głodna.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie kochani! Trochę się rozpisałam, ale pisałam rozdział jak miałam chociaż trochę wolnego czasu ;) Jak tam mijają wam wakacje? Mi wspaniale :) Powróciłam już i startuje z blogiem z nową weną, mam nadzieję że się cieszycie :) Piszcie swoje opinie w komentarzach i do następnego!
Ps. Raczej scena z ratownikami mi nie wyszła bo nie znam się na tym, ale mam nadzieję że jest to znośne.
Jeśli przeczytałeś/aś zostaw ślad po sobie w postaci komentarza!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
► Zostaw komentarz, to motywuje! c;
► Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj!
► Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj!