niedziela, 7 lutego 2016

Rozdział 79

Po rozpakowaniu wszystkich prezentów wstałam i szybkim krokiem udałam się do kuchni. Louis ma dzisiaj także urodziny, więc musiałam coś przygotować. Z lodówki wyciągnęłam ulubiony tort Louisa. Postawiłam go na blacie i podeszłam do szuflady. Wyjęłam z niej świeczki, które chwilę później znalazły się w torcie. Każdą z nich zapaliłam i biorąc tort na ręce, skierowałam się do salonu. Chłopacy wiedzieli o tym, i gdy tylko zobaczyli mnie idącą z tortem, wstali i zaczęli śpiewać ze mną sto lat. Louis zaskoczony spojrzał na mnie i gdy zrozumiał co się dzieje, uśmiechnął się i wstał. Gdy skończyliśmy, podeszłam do chłopaka i zaczęłam składać mu życzenia. Później podeszli chłopacy i składali życzenia. Ja w tym czasie kroiłam tort. Louis był taki szczęśliwy. Miło było patrzeć na niego.

                                                                            *Jakiś czas później*

Zbliżała się godzina 23.Wszyscy poszli już spać, jednak ja nie mogłam zasnąć. Niedawno odwiozłam Nicka do domu. Krzątam się po kuchni bardzo cicho, żeby nikogo nie obudzić. To pościerać z blatu i szafek albo posprzątać po chłopakach. W tej chwili stoję przy zlewie i wycieram umyte naczynia.
- Bu. - usłyszałam obok ucha. Automatycznie podskoczyłam przez co o mało talerz nie wypadł mi z rąk. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Harry'ego. Położyłam talerz na blat i podeszłam do chłopaka. Nic nie mówiąc po prostu się przytuliłam do niego. Harry objął mnie rękami i przytulił. Brakowało mi tego. Nie okazujemy sobie czułości przy chłopakach ani przy kimś innym. A oboje źle to znosimy, bo chcielibyśmy się przytulać, całować co chwile, a nie możemy. Jeszcze nie teraz.
- Stało się coś? - usłyszałam głos Harry'ego przy moim uchu. Pokręciłam przecząco głową i wtuliłam się w tors loczka.
- Dlaczego jesteś tutaj? Jest późno, powinnaś już spać. - powiedział i spojrzał mi w oczy.
- Po prostu nie mogłam zasnąć. - odpowiedziałam i odwróciłam się plecami do bruneta i powróciłam do poprzedniej czynności. Chwilę później Harry znalazł się obok mnie. Oparł się o blat i patrzał na mnie z założonymi rękami.
- A ty? - zapytałam.
- Co ja? - spojrzałam na bruneta.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? - zapytałam.
- Z początku nie mogłem zasnąć a potem usłyszałem jak ktoś chodzi na dole, więc przyszedłem sprawdzić. - powiedział i podszedł do mnie bliżej. - Jeśli nie możesz spać, pomogę ci. Położę się z tobą i poleżymy razem, co ty na to kochanie? - zapytał kładąc jedną rękę na dole moich pleców.
- Sama nie wiem czy to wypali. - powiedziałam i spojrzałam na Harry'ego.
- Wypali, a teraz odłóż tą ścierkę i chodź. - Harry wyciągnął z moich rąk ścierkę i rzucił ją na blat. Kucnął i podniósł mnie jak pannę młodą. Zaskoczona spojrzałam na bruneta a ten tylko uśmiechnął się i podążył po schodach na górę. Gdy dotarliśmy do mojego pokoju postawił mnie na ziemi i na chwilę opuścił pomieszczenie. Chwilę później zjawił się trzymając w ręku swoją koszulkę.
- Dzisiaj śpisz w mojej koszulce. - powiedział i wręczył mi materiał.
- Dlaczego?
- Ponieważ ja tak mówie a teraz do łazienki i się przebierz, albo ci w tym pomogę. - powiedział popychając mnie lekko w stronę łazienki.Spojrzałam na niego i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w koszulkę. Gdy wróciłam do pokoju Harry leżał rozłożony na łóżku w koszulce i bokserkach. Próbował zgadnąć hasło do mojego laptopa.
- Dlaczego masz hasło? Ukrywasz coś? - zapytał patrząc na mnie.
- Po prostu nie lubię jak ktoś grzebie w moich prywatnych rzeczach. A taką rzeczą jest komputer. - odpowiedziałam i usiadłam obok chłopaka. Zabrałam laptopa i odłożyłam go na stolik.
- To.. co robimy? - zapytał.
- Mieliśmy poleżeć, sam mówiłeś. - powiedziałam. Zsunęłam się i odwróciłam plecami do Harry'ego.
- Masz rację. A teraz czas na przytulanie. - powiedział i przytulił się do moich pleców. Przykrył nas odgarniętą kołdrą. Czułam oddech bruneta na swojej szyi. Po szczerej rozmowie z Harrym, kilku czułościach ze strony chłopaka, zasnęłam na jego klatce piersiowej.

                                                                           *Następnego dnia*

Obudziłam się po 10. Zobaczyłam Harry'ego leżącego obok mnie z rozczochranymi włosami. Uśmiechnęłam się na ten widok i powoli wstałam. Po schodach udałam się na dół. W salonie nikogo nie było, tak samo w kuchni. Nie byłam wyspana i chciało mi się bardzo pić. To dziwne, że chłopacy jeszcze śpią.Nalałam sobie soku jabłkowego do szklanki i poszłam do salonu. Usiadłam na sofie i włączyłam telewizor. W pewnej chwili usłyszałam hałasy dochodzące ze schodów. Chwilę później w salonie pojawili się chłopacy. Jedynie Harry'ego nie było.
- Kogo my tu mamy. - powiedział wesoło Louis.
- No hej chłopaki, jak się spało? - zapytałam lekko zmieszana. No hej, mam na sobie jedynie bieliznę i koszulkę Harry'ego. Jak dobrze że bynajmniej mam koc na nogach.
- A dobrze, nie narzekam. A tobie? - zapytał Niall.
- Też dobrze. Z początku nie mogłam zasnąć ale potem już poszło z górki. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- A wiesz może gdzie jest nasz Hazz? W pokoju go nie było, bo chcieliśmy mu zrobić pobudkę. - powiedział Liam. Zdenerwowana nie miałam pojęcia co powiedzieć. Prawda czy kłamstwo?
- Jest u mnie w pokoju. Nie.. - i w tym momencie nie dane było mi dokończyć.
- Jak to u ciebie w pokoju?! Co wy robiliście? - zapytał podekscytowany Louis.
- Spaliście razem?! Będziemy wujkami?! - każdy z chłopaków zadawał coraz to głupsze pytania. Mój boże, mogłam powiedzieć że nie wiem gdzie jest Harry.
- Dzień dobry moi drodzy. - usłyszałam głos Harry'ego. Wszyscy spojrzeliśmy na chłopaka, który był w koszulce i bokserkach. Dlaczego każdy z nich chodzi po tym domu w bokserkach i koszulce? Oni nie wiedzą że jest tutaj dziewczyna?
- Harry, będziemy wujkami?! - zapytał Niall podchodząc do bruneta. Harry spojrzał na mnie a ja spuściłam głową chichocząc pod nosem.
- Nie Niall, o co chodzi? - zapytał kręcąc głową z rozbawieniem.
- Sandra powiedziała że spaliście razem. - powiedział Liam.
- Powiedziałam tak, ale nie pozwoliliście mi dokończyć. Nie mogłam zasnąć i Harry zemną został okej? Do niczego nie doszło. - wytłumaczyłam. Niall wyraźnie posmutniał i rzucił się na kanapę smutny.
- A już myślałem że zostanę wujkiem.. A chciałbym. - powiedział i złożył ręce jak małe dziecko. Jak ja wytrzymuje z nimi, nawet ja tego nie wiem.
- Okej, skoro wszyscy wstali to ja pójdę się przebrać i zrobię śniadanie dobrze? - zapytałam podnosząc się z kanapy. W dalszym ciągu miałam na sobie koszulkę bruneta. Jakie szczęście że zasłaniała mi tyłek i wychodziła trochę poza nawet.
- Zaraz.. Czy to jest koszulka Harry'ego?! - powiedział Louis.Spojrzałam niepewnie na swój ubiór i czekałam na reakcję chłopaków. Harry stał i patrzał na mnie z chytrym uśmieszkiem.
- Tak, ale nic się nie wydarzyło, Harry mi ją tylko pożyczył.. - powiedziałam zakłopotana. Ta sytuacja jest tak bardzo niezręczna.
- Tak to się teraz nazywa? - zapytał Liam. Spojrzałam na niego groźnym wzrokiem.
- Okej, ja pójdę się przebrać i zrobię śniadanie. - powiedziałam i jak najszybciej ruszyłam na górę. Wybrałam z mojej szafy bluzę i czarne rurki. Wzięłam prysznic i wykonałam wszystkie poranne czynności. Włosy spięłam w wysokiego kucyka i zbiegłam na dół. Chłopacy siedzieli przy stole wgapieni w ekrany swoich komórek. Pewnie nawet mnie nie zauważyli. Weszłam do kuchni i zaczęłam robić naleśniki.Gdy skończyłam, zawołałam chłopaków i zjedliśmy wspólnie posiłek. Gdy sprzątałam po śniadaniu poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon z kieszeni i odebrałam.
- Halo?
- Cześć słońce! - usłyszałam radosny głos Nicka. Mimowolnie się uśmiechnęłam, podtrzymując telefon ramieniem zabrałam talerze i zaniosłam do kuchni. - Jak tam się czujesz?
- Jest dobrze a ty? - zapytałam opierając się o blat. 
- Nie narzekam. Masz dzisiaj czas? 
- Mam a czemu pytasz? 
- Pomyślałem że moglibyśmy spędzić razem dzień. Jak za starych dobrych czasów, co ty na to? - zapytał z entuzjazmem. 
- Jasne, byłoby super. - powiedziałam radośnie. 
- To co, wpadnę do was i pomyślimy co będziemy robić hm? - zapytał Nick. Mogłabym przysiąc że teraz się uśmiecha. 
- Okej, czekam na ciebie. - powiedziałam idąc do salonu. Chłopacy przyglądali mi się z zainteresowaniem. 
- To do zobaczenia, będę za góra pół godziny kochanie. - powiedział ze śmiechem a mi zabiło mocniej serce. Kochanie 
- Do zobaczenia, czekam na ciebie. - powiedziałam i rozłączyłam połączenie. 
- Na kogo czekasz? - zapytał podejrzliwie Harry. 
- Nick przyjdzie do nas.- odpowiedziałam siadając na kanapę.
- Po co? - zapytał Zayn.
- Chce spędzić dzień razem. - powiedziałam.
- Kiedy przyjdzie? - usłyszałam Nialla.
- To jakieś przesłuchanie? - zapytałam zirytowana. - O co wam chodzi?
- O nic, tylko pytamy. Nie denerwuj się. - powiedział uspokajająco Harry. Przewróciłam oczami i wstałam z kanapy. - Idę do pokoju. - powiedziałam i skierowałam się na górę. Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Musze w końcu zacząć coś robić. Cały czas mam zwolnienie lekarskie przez nogę. Jeszcze z dobry miesiąc nie będę mogła ani tańczyć ani brać udziału w pokazach. I szczerze nie mam pojęcia, co będę przez ten czas robić. 

----------------------------------------------------------------------------------
Witam Was gorąco! Rozdział jest dość długi, jeśli są jakiekolwiek literówki to przepraszam, później to poprawię.
Zapraszam do komentowania, to motywuje! Do napisania moi drodzy :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 78

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! :)
*** ** ***
Udałam się z powrotem do swojego pokoju. Gdy już weszłam, zobaczyłam czekającą na mnie niespodziankę. Na łóżku siedział Harry.
- Co tu robisz? - zapytałam.
- Siedze, jak widać. - odpowiedział. - Poza tym, mi też miło cię wiedzieć kochanie. - powiedział z głupawym uśmiechem. Zignorowałam go i weszłam pod kołdrę. Odwróciłam się plecami i zamknęłam oczy.
- Jesteś zła? - usłyszałam jego głos.
- Może. - otworzyłam oczy i wpatrywałam się w ścianę. Na stoliku nocnym paliła się jedynie nocna lampka.
- I tak wiem że jesteś zła. - powiedział po chwili milczenia.
- Brawo za spostrzegawczość. 
- Przestań. Nie obrażaj się o byle co.- powiedział chłopak przez co automatycznie wstałam i spojrzałam na niego.
- O byle co? Czy ty sam siebie słyszysz?
- No o byle co. Więc co takiego zrobiłem że się na mnie obraziłaś?
- Jeszcze się pytasz? Co ty masz za problemy do Nicka? - zapytałam.
- Do Nicka? Ja nic do niego nie mam.
- Nie masz? On twierdzi inaczej! Mówił mi, że patrzysz na niego krzywo cały czas.
- Czy to, ze się na niego krzywo patrze oznacza że go nie lubię i mam do niego jakieś problemy?
- Nie, to przecież oznaka że go uwielbiasz, na serio. - powiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej. Spojrzałam na chłopaka. 
- A może ty jesteś zazdrosny? - powiedziałam. Harry skierował swój wzrok na mnie.
- Co? Nie, na pewno nie. - powiedział.
- Jesteś zazdrosny. Nie wierze. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie jestem zazdrosny, przestań.
- Harry jest zazdrosny, Harry jest zazdrosny. - powtarzałam w kółko i wyszłam z pod kołdry. Usiadłam naprzeciwko Harry'ego.
- Przestań to powtarzać. - powiedział z irytacją i złością w głosie. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Ręce zarzuciłam na jego ramiona i spojrzałam mu w oczy z wielkim uśmiechem.
- No dobrze dobrze, przepraszam. - powiedziałam ze smutkiem w głosie. Harry uśmiechnął się i położył swoją dłoń na moim udzie.
- Jest okey, a ty nie jesteś już na mnie zła? - zapytał.
- Hm nie, już nie..
- Masz humorki jak kobieta w ciąży. - powiedział śmiejąc się.
- A może ja jestem w ciąży? - powiedziałam na co Harry automatycznie spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem.
- Co? Ale my nie.. przecież..
- Harry żartuje, przestań. - powiedziałam chichocząc.
- Nawet tak nie żartuj. Na serio się wystraszyłem i myślałem, że urwał mi się film i nie pamiętam kiedy się kochaliśmy. - powiedział.  
- Czemu? 
- Bo chciałbym pamiętać nasz pierwszy raz, chciałbym żebyśmy oboje go pamiętali. - powiedział brunet i złożył na moich ustach krótki pocałunek. Zrobiłam dziubek czekając na jeszcze jeden. Harry uśmiechnął się szeroko i znów mnie pocałował, tym razem dłużej i czulej. 
- Harry? - zapytałam chwilę później. 
- Tak kochanie? 
- Chciałam tylko wiedzieć... kiedy w końcu się ujawnimy? Wiesz, powiemy chłopakom i tak dalej. - zapytałam i spojrzałam niepewnie na chłopaka.
- Sam o tym ostatnio myślałem.- przyznał i spojrzał mi w oczy. - I doszedłem do wniosku, że na razie musimy się z tym wstrzymać. Rozumiesz, to jest świeża rzecz, na razie nic nie wiadomo jak z nami będzie i lepiej z tym poczekać dobrze? Powiemy im w odpowiednim czasie, zaufaj mi. - powiedział i pocałował mnie w czoło. Westchnęłam i zamknęłam oczy. Może Harry ma rację.. Nic nie wiadomo, możemy się za tydzień rozstać i co wtedy? Powiedzielibyśmy im, a potem namieszalibyśmy im w głowach i oznajmili, ze to był błąd i się nam nie udało. Lepiej poczekać.
- A jak tam noga? - usłyszałam głos Harry'ego wyrywający mnie z zamyślenia.
- Jest okej, po świętach mam iść na wizytę. - odpowiedziałam. - Mogłabym iść spać? Jestem zmęczona. - spojrzałam na chłopaka.
- Tak jasne, nie musisz pytać. - odpowiedział i wstał z łóżka. Również wstałam i weszłam pod kołdrę. Harry stał przez chwilę obok łóżka, po czym skierował się do drzwi.
- Um, to ja już pójdę. - powiedział i podrapał się po karku. Chwycił klamkę i kiedy miał wychodzić, nagle się odezwałam.
- Harry? Mógł.. mógłbyś zostać? - zapytałam patrząc na chłopaka. Hazz odwrócił się w moją stronę i podszedł do łóżka. Przesunęłam się na łóżku i odkryłam kołdrę. Poklepałam miejsce obok mnie, a Harry wszedł pod kołdrę. Natychmiast wtuliłam się w niego.
- Dobranoc księżniczko. - powiedział Harry i pocałował mnie w czoło. Zasnęłam..

                                                                      *Tydzień później, wigilia*

Dzisiaj od samego rana jest straszny bałagan w domu. Ja krzątam się po kuchni, robiąc różne potrawy wigilijne, chłopacy co chwilę przychodzą do kuchni i pytają, czy mogliby w czymś pomóc. Każdy z nich miał posprzątać swój pokój. Są już dorośli, ale czasami są jak dzieci, więc nawet o posprzątanie pokoju musze ich prosić. Co cóż, co zrobić.
- Sandra! Jedziemy na zakupy, potrzebujesz coś? - do kuchni wszedł Harry, składając pocałunek na mojej skroni.
- Nie, nic nie potrzebuje. Jakbyście mogli, to kupcie jakieś papiery ozdobne, kokardki i inne takie. Musze zapakować prezenty. - powiedziałam do Harry'ego. Ten kiwnął głową i wyszedł z kuchni. Niedługo później usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Szybkim krokiem wyszłam z kuchni i udałam się do swojego pokoju. Podeszłam do szafy aby upewnić się, że są w niej prezenty. Gdy juz to sprawdziłam, udałam się do kuchni. Rzuciłam okiem jeszcze na naszą choinkę, która wyglądała jak z bajki. Jednak chłopacy umieją coś zrobić porządnie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poderwałam się z kuchni i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się Nick cały biały od śniegu. Uśmiechnęłam sie na ten widok i zaprosiłam chłopaka do domu. Przywitałam się z nim i poprowadziłam do kuchni.
- Co tam pichcisz młoda? - zapytał patrząc na garnek, w którym gotowałam barszcz.
- Jesteśmy w tym samym wieku palancie. A gotuję barszcz, chcesz posmakować? - zapytałam. Nick pokiwał głową na tak. Zanurzyłam łyżkę w zupie i włożyłam Nickowi do buzi. Ten chwilę się zastanawiał aż powiedział, że jest przepyszny.
- A ciebie co do nas sprowadza? - zapytałam mieszając zupę. 
- Tak jakoś wpadłem, chciałem zobaczyć jak sobie radzicie, ale widzę że zbytnio nie masz pomocy. - powiedział.
- Chłopacy pojechali na małe zakupy, powinni niedługo wrócić. - powiedziałam.
- Ja też musze lecieć. - powiedział.
- Co? Przecież przyszedłeś chwilę temu! - odpowiedziałam oburzona.
- No tak, ale nie martw się. Przyjdę wieczorem na kolację. A teraz muszę lecieć. Do zobaczenia słońce. - powiedział brunet, pocałował mnie w czoło i wyszedł z domu.

                                                                       *Kilka godzin później*

Za godzinę jest wigilia. Wszystkie potrawy są gotowe, stoję już ubrana i umalowana przy choince i ustawiam prezenty. Nick razem z chłopakami zapodział się gdzieś na górze. Gdy usłyszałam kroki po schodach, wstałam i spojrzałam na chłopaków. Każdy z nich był ubrany w koszulę, dżinsy i marynarkę. Zaśpiewaliśmy wspólnie kilka kolęd, podzieliliśmy się opłatkiem i usiedliśmy przy stole. Zjedliśmy kolację i przyznam, ze potrawy wyszły mi bardzo dobrze. Chłopacy nie mogli się już doczekać prezentów, więc podeszłam do choinki i zaczęłam je rozdawać. Dołączył do mnie Harry, który pomógł mi z wieloma prezentami. Gdy każdy otrzymał swoje prezenty, usiedliśmy z Harry na swoje miejsca i również zaczęliśmy rozpakowywać pakunki. Od Nialla dostałam piękny zegarek obsadzony małymi diamencikami i pełno słodyczy, bo jak stwierdził, jestem za chuda i muszę przytyć. Od Liama i Louisa dostałam dwie piękne bluzy, bardzo wygodne kapcie i termos. Od Zayna otrzymałam kolczyki, dużego misia i kubek. Od Nicka otrzymałam bardzo ciepłe skarpetki, torebkę i piękny naszyjnik. Od Harry'ego dostałam cieplutki kocyk, perfumy, aparat i przecudowną bransoletkę ze znakiem nieskończoności. Oraz wszyscy razem złożyli się na bardzo duży zestaw kosmetyków dla mnie. Byłam zachwycona prezentami. Chłopakom kupiłam różne perfumy (które im sie bardzo spodobały i jak powiedzieli, będą im potrzebne), bluzy, zegarki, kapcie, skarpety i pełno różnych słodyczy. Każdy był zadowolony z prezentów.
A tak szczerze, właśnie tak wyobrażałam sobie naszą wigilię. Radosna, pełna szczęśliwych twarzy i przede wszystkim, w świątecznej atmosferze.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Postanowiłam wstawić taki świąteczny rozdział, mam nadzieję że się Wam podoba!
Wracam po dość długiej przerwie, która trwała dobre trzy lub cztery miesiące. Chciałam Was bardzo przeprosić, ale w moim życiu ten czas nie był zbyt kolorowy. Moja mama miała operację, modliłam się o nią, martwiłam się. Do tego przypływ nauki, który się nasilał i gdy tylko wracałam do domu, od razu siadałam do książek. Potem mój dziadek zmarł, tak nagle. Byłam strasznie przybita, nie miałam siły na nic.
Ale w końcu postanowiłam się wziąć w garść i dokończyć rozdział. Gdy miałam choć odrobinę czasu wolnego, siadałam i pisałam coś, chociaż jedno zdanie.
Mam nadzieję że są tutaj jeszcze jacyś czytelnicy.
A i najważniejsze, z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam aby spełniły się wasze najskrytsze marzenia, abyście zaznali szczęścia w miłości, dużo zdrowia, jak najwięcej fajnych prezentów, dużo szczęścia i aby każdy dzień był lepszy od poprzedniego!

sobota, 19 września 2015

Znów informacja

Mała zmiana w publikowaniu rozdziałów!
Nie będe już publikować w sobotę, po prostu rozdziały będą publikowane różnie.
Zaczął się niedawno rok szkolny, a ja już mam mase rzeczy na głowie, więc nie wyrabiam z rozdziałami.
A gdy je napisze to od razu publikuje, a wtedy są one beznadziejne.
Dzisiaj rozdział jeszcze się nie pojawi, gdy go napiszę to go wstawię :)
Dziś to tyle, pozdrawiam cieplutko!

sobota, 12 września 2015

Rozdział 77

Brunet to zauważył, bo położył swoją rękę na moim policzku, po czym zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
- Sandra, na prawdę, dam sobie radę. Chodzę systematycznie na siłownie, spokojnie. - powiedział.
- Dobra, jak uważasz, ale nie mam zamiaru cię odwiedzać w szpitalu lub bóg wie co gdy coś ci się stanie. Straciłam już jedną osobę, nie chcę następnej. - odwróciłam głowę, a brunet zdjął swoją rękę z mojego policzka.Usłyszałam jego westchnięcie.
- Och, dobra. Zostanę. - powiedział po paru minutach ciszy. Spojrzałam na niego i przytuliłam. Tak się ciesze że zostanie. Wtedy pewnie bym się martwiła. Zaczął rozbierać kurtkę oraz buty.
- To super. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju. - powiedziałam i złapałam go za rękę. Weszliśmy do salonu, gdzie siedzieli jeszcze chłopacy.
- Chłopaki! Nick zostaje na noc dobrze? - krzyknęłam gdy wchodziłam z brunetem do pomieszczenia.
- Czemu? Przecież chciałeś iść do domu.- powiedział Harry.
- Zapytaj się Sandry. - odpowiedział mu Nick. Hazz spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Och, po prostu boje się o niego. Jest późno, teraz na ulicach kręci się pełno nieciekawych typków. Mogą mu coś zrobić. - powiedziałam.
- On by sobie nie poradził? Prosze cię, nie rozśmieszaj mnie. - powiedział Harry parskając.
- Niby czym mam cię nie rozśmieszać? - zapytałam.
- Ty wogóle chodzisz na siłownie? - zignorował mnie lokowaty i spojrzał na Nicka.
- Tak, regularnie. - odpowiedział mu.
- To w czym problem?
- W tym, że jeśli napadnie na niego kilku umięśnionych facetów, to nie wiem czy by sobie poradził. Wątpię, żebyś ty sobie na przykład poradził. A ty jaki masz problem że on tutaj zanocuje? Zresztą, po co ja z tobą rozmawiam, zawsze znajdziesz jakiś problem gdzie go nie ma.- powiedziałam i pociągnęłam Nicka za rękę zwracając jego uwagę. - Chodź, pościele ci łóżko. - udaliśmy się schodami na górę. Zaprowadziłam go do ostatniego pokoju na holu, czyli pokoju gościnnego. Otworzyłam drzwi i zaprosiłam chłopaka do środka. Pokój był zwykły, przy ścianie stało łóżko, obok szafka nocna, jedna szafa po drugiej stronie i w sumie tyle. Chłopak stanął po środku pokoju.
- Wiesz, luksusów nie ma ale chociaż tyle. - powiedziałam uśmiechając się.  Pościeliłam Nickowi łóżko po czym pokazałam mu łazienkę i wyszłam. Udałam się na dół, gdzie nie zastałam już chłopaków. Najwyraźniej rozeszli się do swoich pokoi. Ja również to zrobiłam, przed tym powiedziałam Nickowi dobranoc. Weszłam do swojego pokoju, wzięłam szybki prysznic i po przebraniu się w piżamę, wskoczyłam do łóżka i zasnęłam. Około drugiej w nocy przebudziłam się. Zaspana udałam się powolnym krokiem do kuchni. Podeszłam do lodówki i otworzyłam ją.Wyjęłam z niej mój ulubiony serek i masło, potem zabrałam chleb i przygotowałam sobie jedzenie. Jakoś zgłodniałam, więc czemu nie? Zrobioną kanapkę położyłam na stoliku, nalałam sobie soku jabłkowego i usiadłam przy wysepce kuchennej. Zaczęłam powoli konsumować jedzenie. Gdy skończyłam, włożyłam talerz oraz kubek do zlewu.Udałam się z powrotem do swojego pokoju. Gdy już weszłam, zobaczyłam czekającą na mnie niespodziankę.

sobota, 5 września 2015

Info

Dzisiaj nie pojawi się rozdział, dopiero na następny tydzień gdyż mój brat ma osiemnaste urodziny i organizuje przyjęcie, a ja na nie jadę. Nie będe miała czasu pisać rozdziału, więc przepraszam.

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 76

- Tak. Dzwoniłem do nich, bo chciałem zapytać się czy nie mieliby czegoś przeciwko gdybym was odwiedził. Powiedzieli że nie ma ich w domu i mogę do ciebie wpaść jak chce bo siedzisz sama. Więc jestem. - zawiesił kurtkę na wieszak i podążył do salonu. Westchnęłam i szybko podeszłam do chłopaka. Zastawiłam mu drogę. Ten spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Co ty robisz? Daj mi przejść.
- Nick, ale ty nie rozumiesz... Ja mam gościa. - powiedziałam.
- To dobrze się składa, chętnie poznam tego twojego gościa. - powiedział z uśmiechem
- Ale..
- Nie ma żadnego ale, a teraz przepraszam. - powiedział i przepchnął się przede mnie. Jęknęłam sfrustrowana i poszłam do salonu. Stanęłam obok Nicka i spojrzałam na zdezorientowaną brunetkę.
- Nick, to jest Lily, Lily to jest Nick. - powiedziałam. Chłopak cały czas miał zawieszone wzrok na dziewczynie, a ta na nim. Coś czuje, że z tego coś będzie. W salonie panowała niezręczna cisza Odchrząknęłam a oczy bruneta i brunetki zwróciły się w moją stronę. Chłopak podszedł do Lily i podał jej swoją dłoń. Ta spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem i powoli podała Nickowi rękę. Usiadłam na swoim miejscu i spojrzałam na Nicka. Wyglądał na lekko zakłopotanego.
- Nick, dlaczego stoisz? Usiądź. - powiedziałam na co chłopak kiwnął głową i usiadł obok mnie. Złapałam za swoją kanapkę i zjadłam ją. Również zrobiłam to z drugą. Odłożyłam talerzyk do kuchni i zaczęłam sączyć herbatę.
- Nick, chcesz coś do picia? - zapytałam.

- Nie, dziękuję. - położył jakąś siatkę obok swoich nóg.
- Co tam masz? - zapytałam.
- Tak właściwie to myślałem że posiedzimy sobie i pooglądamy nasze albumy, ze starymi zdjęciami. - powiedział lekko... zawstydzony?
- Aww, to super pomysł! Lily będziesz oglądać z nami? - zapytałam.
- Nie wiem, właściwie to chyba powinnam się już zbierać.. - powiedziała i wstała z miejsca.
- Co? Nie! Siadaj i oglądaj z nami, prosze. - powiedziałam na co ta spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem. Chwilę się zawahała ale ostatecznie usiadła obok mnie.Nick podał mi jeden z albumów. Położyłam go na swoich kolanach i zaczęłam przekładać zdjęcia. Nie obyło się bez śmiechu, bo zdjęcia były na prawdę śmieszne. Zauważyłam, że Nick i Lily przypadli sobie do gustu. Po godzinie, lub nawet więcej Lily oznajmiła, że musi już iść do domu. Razem z brunetem pożegnaliśmy się z nią i wróciliśmy do przeglądania albumów. Wieczorem wrócili chłopacy i pytali, co robiłam dzisiejszego dnia. Opowiedziałam im wszystko i rozpakowałam zakupy które przynieśli.
Nick pochował albumy, poprosiłam go o to szybciej. Pokazałabym chłopakom albumy, ale zaczęli by się zemnie śmiać, więc podziękuję. Brunet pomógł mi z zakupami a potem zabrałam się za kolację.Gdy ją skończyłam, zawołałam resztę i zjedliśmy.
- Dziękuję za kolację, ale już czas na mnie. - powiedział Nick wstając od stołu.
- Co? nawet nie żartuj, jest 21:50. Chyba nie myślisz że puszcze cię tak późno do domu? - powiedziałam również wstając od stołu.

- Sandra, jestem już dużym chłopcem i dam sobie rade. Nie martw się. - powiedział odnosząc talerz. Stanął przede mną i pogłaskał mnie po głowie. Podążył do holu, gdzie wciągnął kurtkę na ramiona i buty na nogi.
- Wiesz, że możesz zostać prawda? Pościele ci łóżko, dla mnie to nie problem. - powiedziałam patrząc na Nicka. 
- Dla ciebie nie, ale dla Harry'ego pewnie tak. - powiedział.
- Słucham? Dla Harry'ego? Czemu tak sądzisz?
- On mnie nie lubi, widać to.
- Skąd wiesz? - zapytałam.
- Gdy trafiłaś do szpitala, cały czas przy tobie siedziałem. Nie raz widziałem jego pełne złości spojrzenie, kiedy z tobą rozmawiałem bądź gdzieś chodziłem. - powiedział a mnie zatkało. Czyżby Harry był zazdrosny? Musze z nim porozmawiać.
- Na serio? Wow, nie zauważyłam tego. A może ci się wydawało?
- Nie sądzę. On mnie zabijał wzrokiem rozumiesz? To znaczy że Harry ewidentnie mnie nie lubi. - powiedział stając przed drzwiami.
- Nick, zostań proszę. Będe się martwić, o tej godzinie nie jest bezpiecznie w Londynie, uwierz mi. - powiedziałam łapiąc go za ramię. Ten odwrócił się w moja stronę.
- Sandra, ile razy jeszcze ci będe mówić, że dam sobie radę?
- Rozumiem, ale jeśli napadnie na ciebie kilku mięśniaków? Pobiją cię lub zrobią coś gorszego? - zapytałam smutniejąc. Brunet to zauważył, bo położył swoją rękę na moim policzku, po czym zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 75

Gdy to zrobił, nałożyłam koszulkę oraz bieliznę. Zawołałam chłopaka który w ciągu kilku sekund znalazł się obok mnie. Harry prześledził wzrokiem po mojej sylwetce od góry do dołu i objął mnie w talii przyciągając do siebie. Przybliżył swoje usta do moich i zaczął mnie całować. Oddałam pocałunek kładąc ręce na ramionach chłopaka. Hazz niespodziewanie oderwał się ode mnie i wziął mnie na ręce. Pokierował się do łóżka, gdzie położył mnie na nim i okrył pierzyną. Oddalił się trochę ode mnie i z głupawym uśmiechem zaczął rozbierać koszulkę. Cały czas bacznie obserwowałam jego ruchy. Gdy został w samych bokserkach obszedł łóżko i położył się obok mnie. Objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. Położyłam głowę na lewej piersi i wsłuchiwałam się w bicie jego serca.
- Idź spać kochanie, jest późno. - powiedział loczek.
- Mam wrażenie że czegoś zapomniałam... No tak, leki! Zapomniałam o nich! - wstałam gwałtownie. Gdy już miałam wychodzić Harry wyprzedził mnie i podbiegł do torby. Zaczął w niej szperać aż w końcu wyciągnął małą reklamówkę z lekami.Podszedł z nią do mnie i podał ją. Zaczęłam wyciągać opakowania i wyciągałam każdą tabletkę. Harry w tym czasie poszedł po wodę do popicia. Gdy wrócił, połknęłam tabletki i popiłam je wodą. Odstawiłam wszystko na stolik i położyłam się. Położyłam się na boku i zamknęłam oczy. Usłyszałam jak Hazz zgasza światło i wchodzi pod kołdrę. Poczułam jak chwyta mnie w talii i kładzie głowę między zagłębieniem mojej szyi. Wtulił się we mnie, czułam jego oddech na mojej skórze. Zasnęłam z ukochaną osobą przy sobie... 

                                                       *Dwa tygodnie później*

Tydzień temu byłam na kontroli u lekarza, który zbadał mnie i dokładnie obejrzał moją nogę. Powiedział że wszystko goi się prawidłowo i nie muszę już nosić niczego usztywniającego. Zdjął mi to cholerstwo z nogi i kazał mi uważać. Dostałam zakaz wykonywania wszelkich rzeczy które mogłyby uszkodzić mi nogę, czyli taniec odpada. Dostałam zwolnienie od lekarza na miesiąc. I także nie mam nigdzie wychodzić, czyli modeling też odpada. Jak to ujął, mam wypoczywać i się kurować aby noga dobrze się zagoiła. A nie latać po wybiegach mody. Już mogę normalnie chodzić, czasami tylko czuję ból, ale nie tak silny jak z początku. Biegać oczywiście też nie mogę, więc chodzę po domu jak żółw. Ale jest jeden plus, nikt nie musi mnie nosić. Teraz siedzę na kanapie w salonie i czekam aż odwiedzi mnie Lily. Parę dni wcześnie dzwoniła do mnie i wypytywała o wszystko. Zaproponowałam jej spotkanie, na co błyskawicznie się zgodziła. Musimy spotkać się u mnie w domu, nie mam zamiaru nigdzie wychodzić. Podałam brunetce adres i powiedziała że na pewno mnie odwiedzi. Więc siedzę sama i czekam. Na dworzu już zaczął prószyć śnieg i to dość mocno.
Chłopaki pojechali do studia, prawdopodobnie zatwierdzić album. Ostatnie poprawki i będzie gotów. Poinformowali mnie, że nie mam na nich czekać bo pewnie wrócą późno, do tego zrobią zakupy. Więc zostałam sama. Wpatrywałam się w kominek, siedząc na kanapie z kocem na nogach. Gdy przełączyłam na MTV, leciała fajna piosenka. Podgłośniłam telewizor i wstałam z kanapy. Odrzuciłam koc na bok i poszłam do kuchni.

Zgłodniałam, więc zrobiłam sobie kanapki z serem i ketchupem. Wróciłam do salonu podśpiewując sobie piosenkę, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Postawiłam talerz z jedzeniem na stoliku i podeszłam do drzwi wejściowych. Pociągnęłam za nie a te się otworzyły. Moim oczom ukazała się średniego wzrostu brunetka. Z uśmiechem podeszła do mnie i przytuliła. Odwzajemniłam pieszczotę, a gdy skończyłyśmy zamknęłam drzwi. Lily zdjęła kurtkę razem z butami oraz czapką. Szalik zostawiła na szyi. Brunetka weszła razem zemną do salonu, po którym zaczęła się rozglądać.Usiadłam na swoje miejsce i spojrzałam na brunetkę.
- Rozgość się. - powiedziałam na co podążyła do kanapy i również usiadła. Spojrzała na talerzyk przede mną.
- Chyba ci przeszkodziłam.. Możesz zjeść, nie krępuj się. - powiedziała zachęcając mnie.
- A może ty chcesz coś do picia? Na dworze jest zimno, mogę zrobić ci herbatę lub kawę.
- No to po proszę herbatę. - powiedziała i spojrzała za okno.
- Dobrze, też sobie zrobię. Za chwilkę wracam. - wstałam z miejsca i podążyłam do kuchni. Z jednej szafki wyjęłam dwie przezroczyste szklanki a z drugiej dwie torebki herbaty. Do czajnika elektrycznego nalałam wodę i włączyłam. Po paru minutach czajnik wyłączył się a ja nalałam wody do kubków.
- Chcesz cukru? - wychyliłam się do dziewczyny.
- Tak, dwie łyżeczki. - odpowiedziała. Sobie również wsypałam dwie łyżeczki i z kubkami poszłam do salonu. Jeden kubek postawiłam przed Lily a drugi przed sobą. Usiadłam na kanapę i zabrałam kanapkę. Wzięłam pierwszego kęsa.

- Więc, jak się czujesz? - zapytała brunetka sącząc napój.
- Powiem ci że dobrze. Dzięki tym lekom wszystko jest w porządku, nie odczuwam już bólu.
- Właściwie, jak to się stało? - zapytała.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale w kawiarni spotkałam się z taką blondynką. - powiedziałam. Dziewczyna przez chwilę zamyśliła się.
- Chyba się domyślam, ale mów.
- No więc, to moja przyjaciółka, już dawna. Pochodzi z Polski, wiesz, razem chodziłyśmy do szkoły, klasy i tak dalej. No i tego feralnego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że mam wyprosić wszystkich z domu, tylko ja mam zostać. No i potem zaczęłyśmy się kłócić, krzyczeć na siebie i mnie zaatakowała nożem. Dwie rany, jedna tutaj i druga z tyłu. - wyjaśniłam dziewczynie wszystko. Patrzała na mnie zszokowana. 
- O mój boże, tak mi przykro. Co za szmata. - powiedziała a ja spojrzałam na nią rozbawiona. Lily nigdy nie przeklinała w mojej obecności.
- No co? - zapytała ze śmiechem.
- Nic nic, po prostu jestem zdziwiona, nigdy nie przeklinałaś w mojej obecności.

- Aj tam, wiesz, przeklinam ale nie tak często. Tylko jak się zdenerwuje zazwyczaj.
- Ach znam to, też jak się zdenerwuje to przeklinam. - przyznałam. Cały czas spędziłyśmy na plotkowaniu o chłopakach i różnych innych babskich pierdołach. Po około godzinie usłyszałam dzwonek do drzwi. Przeprosiłam dziewczynę i udałam się do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam w nich uśmiechniętego od ucha do ucha Nicka. Podszedł do mnie i przytulił z całej siły. Zdziwiona odwzajemniłam uścisk i zamknęłam drzwi za chłopakiem.
- Przyszedłem cię odwiedzić, od chłopaków dowiedziałem się że siedzisz sama w domu, więc chciałem ci potowarzyszyć. - powiedział zdejmując buty.
- Od chłopaków?
- Tak. Dzwoniłem do nich, bo chciałem zapytać się czy nie mieliby czegoś przeciwko gdybym was odwiedził. Powiedzieli że nie ma ich w domu i mogę do ciebie wpaść jak chce bo siedzisz sama. Więc jestem. - zawiesił kurtkę na wieszak i podążył do salonu.

-------------------------------------------------------------------------

Rozdział byle jaki, jakoś straciłam wenę..
W zeszłym tygodniu rozdziału nie było, gdyż świętowałam swoje urodziny a potem nagle zmarła mi bliska osoba, więc nie miałam siły go dokończyć..
Przepraszam i piszcie komentarze, bo chce zobaczyć ze ktoś to czyta, prosze..
► Zostaw komentarz, to motywuje! c;
► Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj!